Kategoria: Adaptacje filmowe

  • Saga: dlaczego arcydzieło science fiction uznawane za połączenie „Gwiezdnych wojen” i „władcy Pierścieni” wciąż nie trafi na ekrany

    Saga: dlaczego arcydzieło science fiction uznawane za połączenie „Gwiezdnych wojen” i „władcy Pierścieni” wciąż nie trafi na ekrany

    W świecie, gdzie Hollywood coraz chętniej sięga po gotowe marki, seria komiksowa „Saga” od lat pozostaje tytułem, który fani najczęściej wskazują jako wymarzoną do adaptacji. Mimo ogromnej popularności i porównań do największych franczyz, autorzy zgodnie przyznają, że to dzieło w zasadzie niemożliwe do przeniesienia na film czy serial.

    Najważniejsze fakty

    • „Saga” to komiks łączący rozmach „Gwiezdnych wojen” z emocjonalną głębią „Władcy Pierścieni”.
    • Brian K. Vaughan i Fiona Staples od początku tworzą tytuł z myślą o medium komiksu, a nie ekranie.
    • Surrealistyczny styl graficzny serii stanowi największą przeszkodę dla potencjalnej adaptacji.
    • Autorzy wielokrotnie podkreślali, że nie szukają filmowego domu dla swojej historii.
    • Komiks, mimo przerw w publikacji, nadal przyciąga rzesze oddanych czytelników.

    Epicka opowieść, która przerosła Hollywood

    „Saga” zadebiutowała w 2012 roku nakładem Image Comics i szybko stała się jednym z najgłośniejszych tytułów niezależnych. Opowiada historię Alany i Marko – żołnierzy z przeciwnych stron galaktycznego konfliktu, którzy zakochują się w sobie i próbują wychować córkę Hazel, uciekając przed armiami obu stron.

    Vaughan, znany z serialu „Zagubieni” oraz komiksu „Y: Ostatni z mężczyzn”, stworzył z Fioną Staples dzieło o niespotykanej skali emocjonalnej. Mamy tu rodzinny dramat w samym środku kosmicznej wojny – dokładnie to, co krytycy nazywają połączeniem najlepszych elementów „Gwiezdnych wojen” i „Władcy Pierścieni”.

    Porównanie to nie jest przesadzone. Lucas przedstawił widzom epicką walkę dobra ze złem w odległej galaktyce, a Tolkien stworzył mitologię i bohaterów, których losy śledzi się z wypiekami na twarzy. „Saga” łączy te elementy, ale w formie komiksu. I w tym tkwi sedno problemu.

    Surrealizm, który nie działa poza komiksem

    Surrealizm, który nie działa poza komiksem
    Źródło: images.gram.pl

    Fiona Staples zbudowała świat balansujący na granicy snu i koszmaru. Postaci mają głowy telewizorów z wyświetlaczami pokazującymi ich emocje i status społeczny. Inne rasy przypominają antropomorficzne zwierzęta, a niektóre projekty są tak abstrakcyjne, że próba przeniesienia ich do aktorskiego filmu mogłaby wypaść groteskowo.

    Co działa na planszy, w filmie może wypaść nieodpowiednio. Nie chodzi nawet o budżet – ten przy odpowiednim studiu dałoby się uzbierać. Problemem jest język wizualny, który Staples stworzyła specjalnie dla medium komiksu. Próba odwzorowania go w CGI mogłaby zabić cały urok oryginału.

    To właśnie wyjaśnia, dlaczego „Saga” pozostaje niezekranizowana. Nie chodzi o brak zainteresowania ze strony wytwórni – Vaughan przyznawał w wywiadach, że oferty padały. Chodzi o świadomą decyzję twórców.

    Decyzja artystyczna, nie porażka negocjacyjna

    Vaughan i Staples od lat powtarzają, że „Saga” powstała jako komiks i jako komiks ma pozostać. Nie szukają domu dla adaptacji, nie przymierzają aktorów do ról, nie myślą o serialu na Netflixie.

    W czasach, gdy każdy popularny tytuł prędzej czy później trafia na ekrany, ich postawa jest wyjątkowa. Niektóre historie po prostu lepiej funkcjonują w oryginalnej formie. Próba przełożenia „Sagi” na film mogłaby bardziej zaszkodzić niż pomóc – odrzeć opowieść z tego, co czyni ją unikalną.

    Warto dodać, że seria wciąż żyje. Po przerwie w publikacji Vaughan i Staples wrócili do tworzenia kolejnych rozdziałów. Fani cierpliwie czekają na każdy zeszyt, za każdym razem dostając dokładnie to, czego oczekiwali: bezkompromisową, emocjonalną i wizualnie oszałamiającą historię.

    Status kultowy bez ekranizacji

    Czy „Saga” kiedykolwiek trafi na ekrany? Biorąc pod uwagę dotychczasowe deklaracje autorów – raczej nie. Nie jest to jednak porażka ani stracona szansa. To świadomy wybór artystyczny, który wzmacnia pozycję serii jako jednego z najważniejszych komiksów XXI wieku.

    Nie każda wielka opowieść potrzebuje serialu czy filmu, by osiągnąć status kultowy. Czasem miliardy dolarów i najlepsi scenarzyści to za mało, by oddać sprawiedliwość temu, co powstało z myślą o konkretnym medium. Świat potrzebuje również takich historii.


    Źródła