Kategoria: Aktualności filmowe

  • Daniel Kwan i Daniel Scheinert, twórcy oscarowego „Wszystko wszędzie naraz”, rozpoczną latem zdjęcia do nowego filmu science fiction

    Daniel Kwan i Daniel Scheinert, twórcy oscarowego „Wszystko wszędzie naraz”, rozpoczną latem zdjęcia do nowego filmu science fiction

    Duet reżyserski Daniel Kwan i Daniel Scheinert potwierdził, że latem rozpoczną zdjęcia do swojego nowego filmu. Będzie to komedia science fiction z elementami akcji, a premiera kinowa zaplanowana jest na listopad 2027 roku. Projekt powstaje dla Universal Pictures i ma być utrzymany w charakterystycznym dla twórców stylu – egzystencjalnym, absurdalnym i zaskakująco ciepłym.

    Najważniejsze informacje

    • Daniel Kwan i Daniel Scheinert rozpoczną zdjęcia latem, a premierę zaplanowano na listopad 2027 roku – pierwotnie film miał trafić do kin w czerwcu 2026.
    • Universal Pictures dystrybuuje projekt, z którym duet związał się pięcioletnią umową na wyłączność podpisaną w 2022 roku.
    • Nowa produkcja to komedia science fiction z elementami akcji – twórcy zapowiadają film „bardzo egzystencjalny” i z „dużym sercem”.
    • Opóźnienie wynika z dopracowywania scenariusza – Kwan i Scheinert przyznają, że starają się wsłuchać w złożoność współczesnego świata i oddać ją w formie rozrywki.

    Powrót po oscarowym triumfie

    „Wszystko wszędzie naraz” zdobyło Oscara dla najlepszego filmu oraz sześć innych statuetek, łącząc artystyczną odwagę z mainstreamową popularnością. Kwan i Scheinert udowodnili, że można stworzyć film o wieloświecie, kiełbaskowych palcach i rodzinnych traumach, zdobywając najważniejsze nagrody w Hollywood.

    Fani czekali na wieści o kolejnym projekcie duetu. Universal Pictures początkowo zapowiadało premierę na czerwiec 2026 roku, ale termin zniknął z kalendarza, co wywołało spekulacje. Teraz wiadomo, że opóźnienie nie wynikało z problemów produkcyjnych, lecz z dążenia twórców do perfekcji.

    Kwan przyznał, że zmieniająca się rzeczywistość wymaga od nich większej uważności. „To, co czujemy i słyszymy od świata, jest bardzo złożone i pełne niuansów. Pogodzenie tego wszystkiego i zamknięcie w jednym filmie wymaga czasu” – tłumaczył reżyser.

    Czego można się spodziewać?

    Czego można się spodziewać?
    Źródło: images.gram.pl

    Szczegóły fabularne pozostają tajemnicą, ale kierunek jest jasny. Twórcy opisują projekt jako „szaloną komedię science fiction z elementami akcji i dużym sercem”. Zapowiadają, że film będzie egzystencjalny – taki, jakiego można oczekiwać po duecie, który w absurdalnych scenach potrafi przemycić głębokie pytania o sens życia.

    Zdjęcia startują latem, co daje sporo czasu na postprodukcję przed premierą w listopadzie 2027 roku. Biorąc pod uwagę, jak dopracowane wizualnie było „Wszystko wszędzie naraz”, nowy projekt twórców również prawdopodobnie postawi na pomysłową stronę wizualną.

    Nowy film zadebiutuje prawdopodobnie pod koniec pięcioletniego kontraktu duetu z Universal Pictures. To pokazuje, jak długo rozwijał się ten projekt i jak dużą swobodę twórczą dostali reżyserzy po swoim oscarowym sukcesie. Studio nie naciskało na szybkie efekty, dając im czas na dopracowanie wizji.

    Co dalej?

    Branża filmowa bacznie obserwuje ruchy twórców „Wszystko wszędzie naraz”. Po tym, jak ich poprzedni film zarobił ponad 140 milionów dolarów przy budżecie około 25 milionów i zdobył siedem Oscarów, oczekiwania są ogromne. Duet wydaje się spokojny i skupiony na swoim procesie twórczym.

    Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, widzowie zobaczą efekt ich pracy dokładnie pięć lat po premierze „Wszystko wszędzie naraz”. W świecie, gdzie sequels i rebooty dominują kalendarze premier, oryginalny film science fiction od twórców z taką reputacją to rzadkość i coś, na co warto czekać.


    Źródła

  • Val Kilmer ożywa na ekranie dzięki AI – aktor pojawi się w filmie As Deep as the Grave

    Val Kilmer ożywa na ekranie dzięki AI – aktor pojawi się w filmie As Deep as the Grave

    Val Kilmer, który zmarł w kwietniu 2025 roku, powróci na ekrany w filmie As Deep as the Grave. Twórcy wykorzystali generatywną sztuczną inteligencję do odtworzenia wizerunku i głosu aktora. Projekt został zrealizowany za zgodą jego rodziny, a Kilmer był zaangażowany w produkcję jeszcze przed śmiercią. Pierwsze zdjęcia z filmu pojawiły się w marcu 2026 roku.

    • Generatywna AI odtworzyła wygląd i głos Vala Kilmera na potrzeby historycznego dramatu As Deep as the Grave
    • Aktor został obsadzony przed śmiercią, ale stan zdrowia uniemożliwił mu pracę na planie – nie zdążył nagrać żadnej sceny
    • Rodzina Kilmera wspierała projekt i podkreśla, że aktor chciał, by jego nazwisko zostało z tą historią związane
    • Film opowiada o prawdziwych archeologach badających historię Nawaho w Canyon de Chelly w Arizonie

    Dlaczego Kilmer nie pojawił się na planie

    Choroba nowotworowa gardła oraz późniejsza tracheotomia uniemożliwiły Valowi Kilmerowi pracę na planie. Reżyser Coerte Voorhees postanowił jednak nie obsadzać nikogo innego w roli ojca Fintana, katolickiego duchownego i przewodnika duchowego rdzennych Amerykanów.

    Postać została stworzona z myślą o Kilmerze, a inspiracją dla twórców były indiańskie korzenie aktora oraz jego silna więź z południowym zachodem Stanów Zjednoczonych. Kręcenie filmu trwało sześć lat, a jego realizację przerywały pandemia, problemy budżetowe oraz śmierć aktora.

    Producent John Voorhees zauważył interesującą zbieżność: postać grana przez Kilmera choruje na gruźlicę, co w pewien sposób odzwierciedla zmagania aktora z rakiem gardła.

    Jak działała technologia

    Jak działała technologia
    Źródło: images.gram.pl

    Twórcy skorzystali z archiwalnych materiałów – zdjęć i nagrań Kilmera z różnych etapów jego życia. Dzięki temu mogli odtworzyć jego wizerunek w różnym wieku, dopasowując go do poszczególnych okresów fabularnych. Jeden z późniejszych przecieków sugeruje, że sceny z cyfrowym Kilmerem mogą stanowić nawet jedną trzecią filmu.

    Rodzina aktora otrzymała wynagrodzenie za wykorzystanie jego wizerunku. Córka Mercedes i syn Jack wielokrotnie podkreślali, że ich ojciec był entuzjastą nowych technologii i widział w nich szansę na rozszerzenie możliwości opowiadania historii.

    Nie pierwszy raz

    To nie jest debiut Kilmera w świecie AI. W filmie Top Gun: Maverick z 2022 roku wykorzystano sztuczną inteligencję do odtworzenia jego głosu w roli Icemana. Aktor mówił wtedy, że możliwość opowiedzenia swojej historii głosem brzmiącym autentycznie była dla niego „niezwykłym darem”.

    Sprawa wpisuje się w szerszą dyskusję o pośmiertnym wykorzystywaniu wizerunku aktorów. Hollywood od lat testuje granice tej technologii, a As Deep as the Grave jest jednym z najgłośniejszych przykładów AI generującej znaczącą część roli nieżyjącego artysty.

    Obsada i premiera

    Film, wcześniej znany jako Canyon of the Dead, opowiada prawdziwą historię archeologów Ann i Earla Morrisów. W obsadzie znaleźli się również Abigail Lawrie, Tom Felton, Wes Studi i Abigail Breslin. Pierwsze fragmenty pokazano w kwietniu 2026 roku podczas CinemaCon w Las Vegas.

    Dla fanów Kilmera to prawdopodobnie ostatnia okazja, by zobaczyć go w nowej, znaczącej roli filmowej – nawet w formie cyfrowej rekonstrukcji. Produkcja wzbudziła kontrowersje, ale także pokazała, jak daleko zaszła technologia i gdzie przebiega granica między hołdem a przekroczeniem etycznych barier.


    Źródła

  • Polski akcent na oscarowej gali: Maciek Szczerbowski i „The Girl Who Cried Pearls”

    Polski akcent na oscarowej gali: Maciek Szczerbowski i „The Girl Who Cried Pearls”

    Podczas 98. ceremonii wręczenia Oscarów Maciek Szczerbowski, polski reżyser pracujący w Kanadzie, zdobył statuetkę za najlepszy krótkometrażowy film animowany za produkcję The Girl Who Cried Pearls. To kolejny sukces Polaka w tej prestiżowej kategorii, który potwierdza silną pozycję polskiej animacji na międzynarodowej scenie filmowej.

    Najważniejsze informacje

    • Maciek Szczerbowski zdobył Oscara 2026 za krótkometrażową animację The Girl Who Cried Pearls.
    • Film opowiada historię chłopca zakochanego w dziewczynce, której łzy zamieniają się w perły – to baśniowa przypowieść o chciwości i wyborze między miłością a bogactwem.
    • Szczerbowski urodził się w Poznaniu, a jako dziesięciolatek wyemigrował z rodziną do Kanady.
    • W kategorii krótkometrażowej animacji to już trzecia polska statuetka – po Zbigniewie Rybczyńskim (1983) i Tomaszu Bagińskim (2003).

    Od Poznania po czerwony dywan w Los Angeles

    Szczerbowski wychował się w artystycznej rodzinie, a pierwsze lata życia spędził w Poznaniu. W 1981 roku rodzina opuściła Polskę tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, w atmosferze narastających napięć społecznych. Po krótkim pobycie w Europie osiedli w Kanadzie.

    W Kanadzie Szczerbowski ukończył szkołę i rozpoczął studia teatralne. Początkowo planował karierę związaną ze scenografią i kostiumografią. Zmiana nastąpiła podczas zajęć z religioznawstwa, gdzie poznał Chrisa Lavisa. To spotkanie zaowocowało założeniem w 1997 roku studia Clyde Henry Productions i wspólnymi eksperymentami z animacją poklatkową.

    Ich pierwszym dużym sukcesem był film Madame Tutli-Putli z 2007 roku. Produkcja zdobyła nagrody w Cannes i Toronto oraz była nominowana do Oscara. Samo znalezienie się w finale było znaczącym osiągnięciem – dziś, blisko dwie dekady później, para ma na koncie upragnioną statuetkę.

    O czym opowiada nagrodzony film?

    O czym opowiada nagrodzony film?
    Źródło: images.gram.pl

    The Girl Who Cried Pearls przenosi widzów do Montrealu z początku XX wieku. Głównym bohaterem jest biedny chłopiec zakochany w dziewczynce, której łzy zamieniają się w perły. Sprzedając je bezwzględnemu lombardziście, chłopiec zostaje wciągnięty w spiralę chciwości. W końcu musi wybrać – miłość czy bogactwo.

    To historia utrzymana w baśniowej konwencji, ale z wyraźnym, gorzkim przesłaniem. Animacja dostępna jest na YouTube w oryginalnej, francuskiej wersji językowej. Warto po nią sięgnąć – piętnaście minut seansu wystarczy, by zrozumieć, dlaczego Akademia doceniła ten film.

    Polska szkoła animacji w Hollywood

    Wygrana Szczerbowskiego wpisuje się w dłuższą tradycję polskich sukcesów w tej kategorii. W 1983 roku Oscara za krótkometrażową animację zdobył Zbigniew Rybczyński za Tango. Dwie dekady później, w 2003 roku, triumfował Tomasz Bagiński z Katedrą – adaptacją opowiadania Jacka Dukaja.

    Trzy statuetki w jednej kategorii to wynik, którym nie może pochwalić się wiele krajów. Świadczy o sile polskiej szkoły animacji, ale także o talencie twórców, którzy, jak Szczerbowski, rozwijają swoje umiejętności poza granicami kraju.

    Podczas odbierania nagrody reżyser podziękował przede wszystkim środowisku artystycznemu, z którym współpracował przez lata. Szczególne słowa uznania skierował w stronę Kanady – kraju, który dał mu przestrzeń do rozwoju i realizacji odważnych projektów, w tym w technologii VR, jak Strangers with Patrick Watson czy Gymnasia.


    Źródła

  • Wojna światów zgarnia pięć złotych Malin, cyfrowe krasnoludki ze Śnieżki też nie próżnują

    Wojna światów zgarnia pięć złotych Malin, cyfrowe krasnoludki ze Śnieżki też nie próżnują

    1. Gala Złotych Malin za rok 2025 przyniosła wyraźny werdykt – nowa ekranizacja „Wojny światów” zdobyła pięć statuetek, co czyni ją największą porażką sezonu. Disneyowska „Śnieżka”, która przed ceremonią miała siedem nominacji, ostatecznie zdobyła tylko dwa wyróżnienia dla swoich cyfrowych krasnoludków. Organizatorzy ogłosili wyniki tuż przed oscarową niedzielą, w sposób, który z pewnością nie umknął uwadze Hollywood.

    • Wojna światów zdobyła pięć Złotych Malin, w tym za najgorszy film, aktora, reżysera i scenariusz
    • Ice Cube pokonał Jareda Leto i Dave’a Bautistę, zdobywając tytuł najgorszego aktora
    • Śnieżka przegrała w głównych kategoriach, ale cyfrowe krasnoludki zdobyły dwie statuetki – za najgorszego aktora drugoplanowego i najgorszy ekranowy duet
    • Rebel Wilson została najgorszą aktorką za „Ślub w ogniu”, a Kate Hudson odebrała symboliczną Nagrodę Odkupienia

    Science fiction z kartonu – dominacja Wojny światów

    Film „Wojna światów” w reżyserii Richa Lee, dostępny w Polsce na Prime Video, otrzymał pięć Złotych Malin w kluczowych kategoriach. Produkcja zdobyła antynagrody za najgorszy film, najgorszego aktora (Ice Cube), najgorszy scenariusz, najgorszego reżysera oraz za najgorszy remake, sequel lub zrzynkę. Recenzenci określili go mianem „najgorszego filmu dekady”, zarzucając mu zmasakrowanie klasyki literatury H.G. Wellsa.

    Ice Cube w swojej kategorii pokonał znane nazwiska, w tym The Weeknd za „Hurry Up Tomorrow”, Dave’a Bautistę za „Na zaginionych ziemiach”, Scotta Eastwooda za „Alarum” oraz Jareda Leto za „Tron: Ares”. Mimo silnej konkurencji, to raper i aktor zdobył uznanie jurorów Razzies.

    Rich Lee odebrał statuetkę za reżyserię, a duet scenarzystów Kenny Golde i Marc Hyman został „uhonorowany” za najgorszy scenariusz. Produkcja nie miała sobie równych pod względem liczby wpadek, dominując ceremonię w sposób, który przypominał największe oscarowe hity.

    Krasnoludki kontratakują – wstydliwy wynik Śnieżki

    Krasnoludki kontratakują – wstydliwy wynik Śnieżki
    Źródło: images.gram.pl

    Disney miał nadzieję na udany powrót do świata baśni, ale rzeczywistość okazała się inna. Aktorska wersja „Śnieżki” z 2025 roku, mimo siedmiu nominacji, przegrała w rywalizacji o najgorszego aktora pierwszoplanowego, reżyserię i scenariusz.

    Cyfrowe krasnoludki zdobyły Złotą Malinę dla najgorszego aktora drugoplanowego oraz w kategorii najgorszy ekranowy duet. Krytycy zgodnie ocenili, że te postacie były irytujące i nieprzekonujące, co czyni ten przypadek wyjątkowym w historii antynagród.

    Rebel Wilson i reszta – inne „wyróżnienia”

    W kategorii najgorszej aktorki triumfowała Rebel Wilson za rolę w komedii akcji „Ślub w ogniu”. Warto zaznaczyć, że ta statuetka nie ma związku ze „Śnieżką”, w której Wilson również wystąpiła. Najgorszą aktorką drugoplanową została Scarlet Rose Stallone za występ w „Rewolwerowcach”.

    Pozytywnym akcentem wśród Złotych Malin była Nagroda Odkupienia przyznana Kate Hudson za rolę w filmie „Song Sung Blue”. To wyróżnienie trafia do aktorów, którzy wcześniej byli nominowani do Razzies, ale w końcu pokazali coś wartego uwagi. Hudson udowodniła, że po serii wpadek można wrócić na właściwe tory.

    Coroczne ostrzeżenie przed oscarami

    Złote Maliny od lat pełnią rolę złośliwego komentatora Hollywood. Ogłaszane dzień przed oscarową galą przypominają, że nie każda gwiazdorska produkcja kończy się sukcesem. Tegoroczna edycja pokazała, że budżet i znane nazwiska nie chronią przed artystyczną katastrofą, czego dowodem są zarówno „Wojna światów”, jak i „Śnieżka”. Widzowie mogą sami ocenić, czy werdykt był sprawiedliwy – oba filmy są dostępne na platformach streamingowych. Seans na własną odpowiedzialność.


    Źródła

  • Oscary 2026: Grzesznicy z rekordem nominacji, ale to nie oni są głównym faworytem

    Oscary 2026: Grzesznicy z rekordem nominacji, ale to nie oni są głównym faworytem

    Już w nocy z niedzieli na poniedziałek odbędzie się 98. gala Oscarów 2026, a prowadzącym ceremonii ponownie będzie Conan O’Brien. Choć „Grzesznicy” Ryana Cooglera zdobyli szesnaście nominacji, co jest rekordem tej edycji, eksperci wskazują na innego faworyta. Wyścig o nagrody jest wyrównany, a w kilku kategoriach brakuje wyraźnego lidera.

    Najważniejsze informacje

    • Grzesznicy otrzymali 16 nominacji, co stanowi rekord bieżącej edycji.
    • Głównym faworytem do nagrody dla najlepszego filmu jest Jedna bitwa po drugiej Paula Thomasa Andersona.
    • Michael B. Jordan i Timothée Chalamet rywalizują o statuetkę dla najlepszego aktora, mimo że Chalamet zmaga się z kryzysem wizerunkowym.
    • Polscy widzowie będą mogli oglądać transmisję na Canal+, a na gali pojawią się polskie akcenty.

    Najlepszy film: Anderson kontra Coogler

    W kategorii najlepszego filmu wiele serwisów branżowych typuje „Jedną bitwę po drugiej”. Paul Thomas Anderson ma także szansę na pierwszego Oscara w karierze za reżyserię. Jego film zdobył już wiele nagród przedoscarowych, w tym wyróżnienie gildii scenarzystów za scenariusz adaptowany.

    Jednak Ryan Coogler nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. „Grzesznicy” zdobyli rekordową liczbę nominacji oraz wygrali w kluczowej kategorii scenariusza oryginalnego na gildii scenarzystów. Historia pokazuje, że największa liczba nominacji nie zawsze prowadzi do głównego zwycięstwa.

    Obok tych dwóch tytułów znajduje się także „Hamnet”, który może zaskoczyć w kategoriach aktorskich i adaptacyjnych. Ten film może przyciągnąć uwagę członków Akademii, jeśli zdecydują się na kameralną opowieść zamiast na wielkie produkcje.

    Aktorskie pojedynki: pewniaki i niewiadome

    Aktorskie pojedynki: pewniaki i niewiadome
    Źródło: images.gram.pl

    Rywalizacja o najlepszego aktora pierwszoplanowego jest intensywna. Michael B. Jordan zdobywał nagrody krytyków przez cały sezon, co umacnia jego pozycję. Timothée Chalamet również jest w grze, ale jego niefortunna wypowiedź mogła zaszkodzić jego wizerunkowi, co może wpłynąć na jego szanse.

    W kategorii aktorek Jessie Buckley za rolę w „Hamnet” jest niemal jednogłośnie wskazywana jako faworytka. Jej występ zbiera pozytywne recenzje, a mało prawdopodobne wydaje się, aby wróciła do domu bez nagrody.

    W kategoriach drugoplanowych sytuacja jest bardziej skomplikowana. Sean Penn („Jedna bitwa po drugiej”), Stellan Skarsgård („Wartość sentymentalna”), Amy Madigan („Zniknięcia”) i Teyana Taylor („Jedna bitwa po drugiej”) mają swoje argumenty, ale żaden z nich nie zyskał wyraźnej przewagi. To w tej kategorii mogą pojawić się największe niespodzianki wieczoru.

    Animacja i film międzynarodowy

    W kategorii filmu animowanego „K-popowe łowczynie demonów” wydają się mieć przewagę. Analizy branżowe oraz kursy bukmacherskie wskazują na tę produkcję jako faworyta, która zdominowała sezon nagród.

    W kategorii filmu międzynarodowego sytuacja jest bardziej złożona. Szwedzka „Wartość sentymentalna” cieszy się dużym uznaniem krytyków i publiczności, ale brazylijski „Tajny agent” również ma swoje atuty. Akademia często kieruje się lokalnymi gustami, więc prognozy mogą okazać się mylne.

    Emocje do ostatniej koperty

    Gala Oscarów 2026 zapowiada się jako jeden z najbardziej nieprzewidywalnych wieczorów ostatnich lat. Choć w kluczowych kategoriach widać faworytów, żaden z nich nie może czuć się pewnie. Transmisja rozpocznie się w nocy z niedzieli na poniedziałek i będzie dostępna w Polsce na Canal+. Warto zwrócić uwagę na polskie akcenty, które mogą być miłą niespodzianką dla widzów.


      Źródła

    1. Diuna 3 — premiera pierwszego zwiastuna już za tydzień. Zobaczymy go przed seansami Projektu Hail Mary

      Diuna 3 — premiera pierwszego zwiastuna już za tydzień. Zobaczymy go przed seansami Projektu Hail Mary

      Fani science fiction mogą się cieszyć — pierwszy zwiastun „Diuny 3” Denisa Villeneuve’a zadebiutuje w przyszłym tygodniu. Materiał będzie wyświetlany przed seansami filmu "Projekt Hail Mary", który zadebiutuje w polskich kinach 20 marca 2026 roku. Choć konkretna data premiery trailera nie została jeszcze ogłoszona, można się spodziewać, że nastąpi to w ciągu najbliższych siedmiu dni. To jedna z najbardziej oczekiwanych zapowiedzi tego roku, a kolejna część sagi o Paulu Atrydzie trafi na ekrany 18 grudnia 2026 roku.

      Co wiadomo o pierwszym zwiastunie "Diuny 3"

      • Pierwszy trailer zostanie zaprezentowany przed seansami "Projektu Hail Mary", którego premiera przypada na 20 marca 2026.
      • Konkretna data nie jest jeszcze znana, ale materiał ma pojawić się w przyszłym tygodniu.
      • Równolegle zadebiutuje także pierwszy zwiastun "Spider-Man: Brand New Day", co zapowiada intensywny czas dla fanów blockbusterów.
      • Za kamerą ponownie stanął Denis Villeneuve, twórca dwóch poprzednich, dobrze przyjętych części.

      Powrót do uniwersum Franka Herberta — czego się spodziewać?

      Trzecia odsłona "Diuny" będzie ekranizacją powieści "Mesjasz Diuny" z 1969 roku. Historia rozgrywa się po wydarzeniach z poprzednich filmów i śledzi dalsze losy Paula Atrydy, znanego teraz jako Muad'Dib. Jako imperator wszechświata dysponuje władzą, której nie powinien posiadać żaden człowiek, co przyciąga wrogów zarówno z politycznych rodów, jak i z jego własnego otoczenia.

      Fabuła koncentruje się na spisku, który zagraża nie tylko Paulowi, ale także Chani i nienarodzonemu dziedzicowi dynastii Atrydów. To mroczniejsza część sagi, która stawia pytania o cenę władzy i konsekwencje mesjanistycznego kultu.

      Obsada — kto wraca, a kto debiutuje?

      Obsada — kto wraca, a kto debiutuje?
      Źródło: images.gram.pl

      W trzeciej części ponownie zobaczymy Timothéego Chalameta jako Paula Atrydę. U jego boku wystąpią Zendaya (Chani), Florence Pugh (księżniczka Irulan), Jason Momoa (Duncan Idaho), Josh Brolin (Gurney Halleck) oraz Rebecca Ferguson (Lady Jessica).

      Nowością jest udział Roberta Pattinsona w nieujawnionej roli. Do obsady dołączyli także Nakoa-Wolf Momoa jako Leto II Atryda oraz Ida Brooke jako Ghanima Atryda. Skład jest imponujący, a powrót Villeneuve'a na stanowisku reżysera daje nadzieję na utrzymanie wysokiego poziomu wizualnego i narracyjnego, do którego przyzwyczaiły nas poprzednie części.

      Kiedy premiera i czego jeszcze się spodziewać?

      Data kinowej premiery "Diuny 3" to 18 grudnia 2026 roku. Studio Warner Bros. planuje premierę w okresie świątecznym, licząc na powtórzenie sukcesu kasowego poprzednich odsłon. "Diuna 3" zarobiła na całym świecie ponad 700 milionów dolarów i zebrała pozytywne recenzje.

      W nadchodzącym tygodniu nie zabraknie również innych atrakcji — oprócz trailera "Diuny 3" do sieci trafi pierwszy zwiastun "Spider-Man: Brand New Day". Dla fanów kina będzie to zatem intensywny czas. Na razie pozostaje uzbroić się w cierpliwość i czekać na pierwsze obrazy z długo oczekiwanej kontynuacji historii Paula Atrydy.


      Źródła

    2. Capcom szykuje kolejną dużą grę na Nintendo Switch 2 – Onimusha: Way of the Sword z własnym amiibo

      Capcom szykuje kolejną dużą grę na Nintendo Switch 2 – Onimusha: Way of the Sword z własnym amiibo

      Capcom kontynuuje wsparcie dla Nintendo Switch 2. Według najnowszych informacji, na tę konsolę zmierza Onimusha: Way of the Sword – nowa produkcja japońskiego wydawcy. Doniesienia pochodzą od Nash Weedle'a, leakera specjalizującego się w informacjach dotyczących Nintendo. Twierdzi on, że Capcom planuje nie tylko port gry, ale także dedykowaną figurkę amiibo przedstawiającą Miyamoto Musashiego.

      Kluczowe informacje o przecieku

      • Onimusha: Way of the Sword ma trafić na Nintendo Switch 2 w tym samym czasie, co na inne platformy.
      • Capcom planuje wypuścić limitowaną figurkę amiibo z Musashim, bohaterem gry.
      • Nintendo chciało ogłosić ten tytuł samodzielnie, ale informacja wyciekła wcześniej.
      • Gra ma się ukazać w 2026 roku, chociaż dokładna data premiery nie jest jeszcze znana.
      • Oficjalnie potwierdzono wersje na PC, PS5 i Xbox Series X/S.

      Capcom inwestuje w ekosystem Nintendo

      Relacje Capcomu z Nintendo stają się coraz silniejsze. Na Switchu 2 zadebiutowało już Resident Evil Requiem, a w planach jest Pragmata – nowa marka japońskiego studia. Dodanie Onimusha: Way of the Sword do tego portfolio wskazuje na strategię Capcomu, który dostrzega w platformie Nintendo solidny rynek dla swoich flagowych serii.

      Seria Onimusha już wcześniej gościła na konsolach Nintendo. Fani mogli zagrać w odświeżone wersje Onimusha: Warlords oraz Onimusha 2: Samurai's Destiny na pierwszym Switchu. Części trzecia i czwarta nie były dostępne na tej platformie, co sugeruje, że Capcom chce nadrobić te braki z nową odsłoną.

      Oprócz samej gry, ciekawym dodatkiem będzie figurka amiibo. Miyamoto Musashi, legendarny japoński szermierz, będzie grywalną postacią w Onimusha: Way of the Sword. Wydanie jego amiibo z pewnością zainteresuje kolekcjonerów oraz graczy poszukujących dodatkowej zawartości.

      Amiibo jako element strategii Nintendo

      Nintendo od lat wprowadza figurki amiibo do swoich największych hitów. Stworzenie amiibo dla gry third-party pokazuje, jak bardzo firma wierzy w ten tytuł. Zazwyczaj takie akcesoria są zarezerwowane dla marek first-party, takich jak Mario, Zelda czy Splatoon. Tym razem w centrum uwagi znajdzie się samuraj z uniwersum Onimusha.

      Przeciek nie został jeszcze oficjalnie potwierdzony, ale Nash Weedle ma udokumentowaną historię trafnych informacji o planach Nintendo. Twierdzi, że firma planowała własne ogłoszenie, ale „ostatnio robią dziwne rzeczy”, co może sugerować zmiany w harmonogramie prezentacji lub strategii marketingowej.

      Co wiemy o samej grze

      Onimusha: Way of the Sword to najnowsza odsłona serii, która łączy klimat historycznej Japonii z elementami nadprzyrodzonymi. Akcja rozgrywa się w okresie Edo i opowiada historię wojownika, który posługuje się Rękawicą Oni – artefaktem pozwalającym pochłaniać dusze pokonanych wrogów. Gra koncentruje się na dynamicznej walce mieczem i eksploracji mrocznego świata.

      Potwierdzono, że tytuł ukaże się na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series X/S. Jeśli plotki o wersji na Switcha 2 się potwierdzą, lista platform wydłuży się o jeszcze jedną pozycję. Capcom nie ujawnili jeszcze dokładnej daty premiery – wiadomo jedynie, że gra ma się pojawić w 2026 roku.

      Podsumowanie

      Capcom systematycznie zwiększa swoją obecność na Nintendo Switch 2, a Onimusha: Way of the Sword może być dowodem na to, że japoński wydawca traktuje tę platformę priorytetowo. Figurka amiibo z Musashim sugeruje, że współpraca wykracza poza zwykły port – to pełnoprawna premiera z dodatkową zawartością przygotowaną specjalnie dla ekosystemu Nintendo. Oficjalne potwierdzenie tych planów prawdopodobnie nastąpi podczas jednej z nadchodzących prezentacji Nintendo Direct.


      Źródła

    3. Diablo 4: Lord of Hatred – rewolucja w systemie łupów. Kostka Horadrimów wraca po latach

      Diablo 4: Lord of Hatred – rewolucja w systemie łupów. Kostka Horadrimów wraca po latach

      Blizzard ogłosił, że nadchodzący dodatek do Diablo 4, zatytułowany Lord of Hatred, wprowadzi znaczące zmiany w systemie zdobywania i ulepszania ekwipunku. Premiera rozszerzenia zaplanowana jest na 28 kwietnia 2026 roku. Najważniejszą nowością jest powrót mechaniki inspirowanej Kostką Horadrimów z Diablo 2, która pozwoli graczom na tworzenie potężnych przedmiotów z podstawowych łupów.

      Diablo 4: Lord of Hatred – najważniejsze zmiany

      • Nowy artefakt przypominający Kostkę Horadrimów umożliwi transmutację i ulepszanie przedmiotów.
      • Każdy przedmiot (nawet biały czy niebieski) będzie mógł posiadać tzw. większy afiks, dotąd zarezerwowany wyłącznie dla legendarnych przedmiotów.
      • Filtr łupów pozwoli na personalizację ekwipunku widocznego na ziemi, aby skupić się na wybranych statystykach.
      • System craftingu umożliwi przekształcanie zwykłych przedmiotów w unikatowe, a nawet legendarne.
      • Transfiguracja jako ostatni etap craftingu doda dodatkowe efekty, ale nie będzie można już modyfikować przedmiotu.

      Powrót do korzeni – Kostka Horadrimów i nowy sens zbierania łupów

      Colin Finer, dyrektor projektowania systemów w Blizzardzie, zauważył, że obecny system utracił różnorodność. „Gracze widzą już tylko pomarańczowe promienie legend, a reszta staje się przezroczysta” – powiedział. W Diablo 4: Lord of Hatred każdy przedmiot będzie mógł wylosować potężną właściwość, a następnie trafić do kostki, gdzie gracz przekształci go w legendę. Celem nie jest zmniejszenie liczby dropów, lecz nadanie każdemu z nich potencjału.

      To zmienia podejście do lootowania. Zamiast ignorować białe, niebieskie i żółte przedmioty, gracze będą je analizować. Jeśli dany but czy pierścień ma większy afiks, można go ulepszyć w kostce, a potem poddać transfiguracji. Tak działała Kostka Horadrimów w Diablo 2 – pozwalała na tworzenie i ulepszanie przedmiotów z pozornie mało wartościowych składników. Blizzard chce przywrócić tę przyjemność eksperymentowania.

      Filtr łupów i koniec z monotonią sezonów

      Filtr łupów i koniec z monotonią sezonów
      Źródło: images.gram.pl

      Dodatek wprowadzi również filtr łupów. To narzędzie pozwoli ustawić, jakie statystyki mają być wyświetlane na ziemi. Jeśli postać potrzebuje większej szansy na trafienie krytyczne, gracz zaznaczy tę opcję, a gra wyróżni tylko przedmioty z tą właściwością. Ma to skrócić czas spędzony na sortowaniu ekwipunku i zwiększyć satysfakcję z postępu.

      Projektantka Aislyn Hall wskazała, że zmiany są odpowiedzią na schematy, które odbierają radość pod koniec sezonów. „Zazwyczaj kończę sezon, gdy robię w kółko to samo. Chcemy wyrwać graczy z tej rutyny” – wyjaśniła. Nowy system craftingu i mechanika transfiguracji przypominają sanktyfikację z sezonu jedenastego, ale są mniej ekstremalne. Po znalezieniu odpowiedniego przedmiotu można dodać mu dodatkowe efekty, ale potem nie będzie można go już modyfikować. Wybór ma mieć znaczenie.

      Co dalej z mitycznymi przedmiotami?

      Blizzard nie wyklucza, że w niektórych przypadkach gracze będą mogli stworzyć przedmioty mityczne, choć szczegóły nie zostały jeszcze ujawnione. Już wiadomo, że połączenie trzech identycznych unikatów da zupełnie nowy egzemplarz, a zwykłe przedmioty będzie można przekształcić w unikatowe. Taka zmiana może całkowicie odmienić metę i sposób budowania postaci.

      Diablo 4: Lord of Hatred to nie tylko nowa lokacja i fabuła, ale także głęboka przebudowa fundamentów gry. Jeśli wszystko zadziała, kwiecień 2026 roku może przynieść powrót do czasów, gdy każdy wypadnięty miecz wywoływał szybsze bicie serca – nie tylko ten z pomarańczowym promieniem.


      Źródła

    4. Nintendo wprowadza nową politykę dla eShop, aby uniknąć zalewu „shovelware”

      Nintendo wprowadza nową politykę dla eShop, aby uniknąć zalewu „shovelware”

      Dave Oshry, szef studia New Blood Interactive, opisał nowe podejście Nintendo do selekcji gier na eShop dla nadchodzącego Nintendo Switch 2. Japońska firma, ucząc się z doświadczeń związanych z pierwszym Switch, planuje starannie wybierać deweloperów oraz gry, które trafią do sklepu. Głównym celem jest uniknięcie sytuacji, w której platforma stanie się "gigantycznym festiwalem śmieciowych gier", czyli zalana produkcjami typu "shovelware", które zdominowały eShop dla pierwszego Switcha po kilku latach jego obecności na rynku.

      Kluczowe fakty

      • Dave Oshry z New Blood Interactive przedstawił nową politykę Nintendo podczas rozmowy o aktualizacji gry Dusk na Nintendo Switch 2.
      • Nintendo Switch 2 wprowadzi znacznie bardziej restrykcyjny proces dopuszczania gier do swojego sklepu eShop.
      • "Shovelware" – gry o niskiej wartości i jakości – były problemem dla eShop na pierwszym Switchu, co firma chce teraz uniknąć.
      • Selektywność oznacza, że biblioteka gier na Nintendo Switch 2 będzie rosnąć wolniej, ale z większą kontrolą nad jakością.
      • Oshry wspomniał, że Dusk na Nintendo Switch 2 działa już w 120 klatkach na sekundę i obsługuje ukrytą w joy-conach mysz.

      Zmiana kursu po doświadczeniach z Switch 1

      Strategia Nintendo jest odpowiedzią na rozwój sytuacji na platformie Switch. Po początkowych latach, gdy eShop był stosunkowo ściśle kontrolowany, z czasem otworzył się na dużą liczbę deweloperów i tytułów. To doprowadziło do zalania sklepu przez gry wykonane niskim nakładem kosztów, często w krótkim czasie, które nie wnosiły wiele wartości dla użytkowników. Sytuacja była porównywana przez wielu obserwatorów do "śmietnika" lub festiwalu "shovelware".

      Nintendo, jako firma z wieloletnią tradycją budowania własnej, często rodzinnej marki, nie chce powielać tego modelu na swojej następnej głównej platformie. Chociaż bardziej otwarty sklep może generować większe przychody z licznych, nawet małych transakcji, japoński gigant zdaje się priorytetowo stawiać doświadczenie użytkownika i postrzeganie jakości swojego ekosystemu. To podejście może być częściowo inspirowane obserwacją innych platform, takich jak Steam, gdzie selekcja jest znacznie mniej restrykcyjna.

      Wpływ na deweloperów i konsumentów

      Wpływ na deweloperów i konsumentów
      Źródło: images.gram.pl

      Nowa polityka wpłynie na dwie główne grupy: twórców gier i graczy. Deweloperzy, nawet ci znani i uznani, jak New Blood Interactive, muszą przechodzić przez bardziej skomplikowany proces akceptacji i czekać na "zielone światło" od Nintendo. Może to prowadzić do opóźnień w premierach, nawet dla gotowych, wysokiej jakości tytułów. Dla małych, niezależnych studiów, które nie mają jeszcze ugruntowanej reputacji, bariera wstępu może być znacznie wyższa.

      Z perspektywy konsumenta, sklep eShop na Nintendo Switch 2 prawdopodobnie będzie bardziej zorganizowany i przejrzysty. Użytkownicy będą mieli mniejsze szanse na natrafienie na gry o wyjątkowo niskiej jakości wykonania lub wartości zabawy. Jednakże, ogólna liczba dostępnych tytułów na początku będzie mniejsza i będzie rosła wolniej niż na pierwszym Switchu. To klasyczne "coś za coś": wyższa średnia jakość w zamian za mniejszą ilość i różnorodność.

      Perspektywy dla przyszłości ekosystemu

      Decyzja Nintendo nie jest tylko estetyczna czy marketingowa. Zalew "shovelware" może negatywnie wpłynąć na wydajność i organizację samego sklepu, utrudniając odkrywanie wartościowych tytułów. W świecie, gdzie pojawia się coraz więcej gier tworzonych szybko za pomocą sztucznej inteligencji, restrykcyjna selekcja może być także metodą ochrony przed jeszcze większym zalewem automatycznie generowanych, niskiej wartości produktów.

      Podejście Nintendo może być próbą zdefiniowania Nintendo Switch 2 jako platformy premium, gdzie każda dostępna gra spełnia określone standardy. To może pomóc utrzymać wysoką wartość marki konsoli i przyciągnąć użytkowników, którzy są zmęczeni chaosem na innych, bardziej otwartych platformach dystrybucji. Jednak długofalowy sukces tej strategii będzie zależał od umiejętności firmy w zrównoważeniu selektywności z dostarczaniem wystarczającej liczby nowych i różnorodnych gier, aby utrzymać zainteresowanie użytkowników przez cały cykl życia konsoli.


      Źródła

    5. The Mound: Omen of Cthulhu otrzymuje datę premiery

      The Mound: Omen of Cthulhu otrzymuje datę premiery

      Studio ACE Team ogłosiło datę premiery swojego kooperacyjnego horroru The Mound: Omen of Cthulhu. Gra, inspirowana twórczością H.P. Lovecrafta, zadebiutuje 15 lipca 2026 roku. Wraz z zapowiedzią opublikowano nowy materiał wideo, który przedstawia fragmenty rozgrywki nagrane przez zaproszonych twórców internetowych, którzy eksplorują „przeklętą” dżunglę.

      Produkcja oferuje doświadczenie dla kilku graczy, którzy wcielają się w członków wyprawy poszukującej legendarnych skarbów w niebezpiecznej, tropikalnej dżungli. Przed wyruszeniem na misję drużyna musi przygotować się na galeonie, wybierając odpowiednią broń i ekwipunek. Im dalej w głąb dziczy, tym większe czekają niebezpieczeństwa, a nagrodą ma być dostęp do mitycznego świata podziemi i jego bogactw. Gra będzie dostępna na komputery osobiste oraz konsole PlayStation 5 i Xbox Series X/S, a także otrzyma polską lokalizację tekstową.

      Kluczowe informacje

      • Data premiery: Gra The Mound: Omen of Cthulhu ukaże się 15 lipca 2026 roku.
      • Nowy materiał: Opublikowano gameplay trailer, prezentujący fragmenty rozgrywki z udziałem zaproszonych twórców internetowych.
      • Platformy: Produkcja będzie dostępna na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X/S.
      • Lokalizacja: Gra otrzyma polskie napisy.
      • Gatunek: To kooperacyjny horror inspirowany mitami H.P. Lovecrafta.

      Lovecraftowski klimat w grze kooperacyjnej

      Inspiracja twórczością H.P. Lovecrafta w grach wideo jest znana, ale każda nowa próba uchwycenia jego kosmicznego horroru przyciąga uwagę. The Mound: Omen of Cthulhu stawia na współpracę, co może być interesującym podejściem do tego uniwersum. Klasyczne opowieści Lovecrafta często koncentrowały się na samotnych protagonistach, którzy stopniowo tracili zdrowie psychiczne w zetknięciu z niepojętym. W tej grze mamy do czynienia z grupą odkrywców, co rodzi pytanie, jak ACE Team zamierza oddać atmosferę strachu i obłędu w kontekście zabawy z przyjaciółmi.

      Nowy trailer, nazwany przez twórców „przekazaniem kluczy do dżungli”, koncentruje się na aspekcie kooperacji. Możemy zobaczyć, jak czwórka graczy stara się przetrwać w nieprzyjaznym środowisku, co sugeruje, że kluczowe może być nie tylko stawianie czoła potworom, ale także współpraca przy rozwiązywaniu zagadek i zarządzaniu zasobami. To podejście przypomina inne gry survivalowe z nutą horroru, jednak osadzenie w lovecraftiańskim świecie obiecuje więcej elementów psychologicznych i narracyjnych.

      Co wiemy o grze i jej twórcach?

      Co wiemy o grze i jej twórcach?
      Źródło: images.gram.pl

      Studio ACE Team, odpowiedzialne za projekt, ma w swoim portfolio tytuły takie jak Rock of Ages czy Zeno Clash, znane z charakterystycznej, często surrealistycznej stylistyki. Ich ostatnie większe dzieło, Clash: Artifacts of Chaos, również wyróżniało się unikalnym artystycznym kierunkiem. Podejście do tematyki Lovecrafta przez ten zespół jest obiecujące – można spodziewać się kreatywnej interpretacji motywów kosmicznego horroru i wizualnej ekspresji.

      Opis gry na Steamie podkreśla progresywny charakter wyprawy. Rozpoczynamy na relatywnie bezpiecznym galeonie, by później zagłębić się w coraz bardziej niebezpieczną dżunglę, a finalnie zejść do tytułowego kopca (The Mound) – bramy do podziemnego świata. Taka struktura sugeruje narastające napięcie, zmieniające się środowiska i eskalację zagrożeń, co jest kluczowe dla utrzymania zainteresowania w dłuższej sesji kooperacyjnej.

      Kontekst rynkowy i oczekiwania

      Premiera zaplanowana na lipiec 2026 roku oznacza, że gra jest w zaawansowanej fazie produkcji. Dwa lata to wystarczająco dużo czasu, by studio mogło dopracować gameplay, szczególnie kluczowy aspekt kooperacji online, oraz dbać o budowanie atmosfery. Rynek gier kooperacyjnych jest konkurencyjny, a horror lovecraftiański ma swoją wierną, choć niszową publikę. Sukces The Mound: Omen of Cthulhu będzie zależał od tego, czy uda się połączyć satysfakcjonującą mechanikę gry zespołowej z autentycznym, mrocznym klimatem rodem z opowieści o Cthulhu.

      Warto zwrócić uwagę na polskie napisy. Dla rodzimej społeczności graczy jest to ważny aspekt, ułatwiający immersję w złożone, często pełne specjalistycznego słownictwa, lovecraftiańskie lore. To pozytywny sygnał, że wydawca traktuje nasz rynek poważnie.

      Czy „przeklęta” dżungla przyciągnie graczy?

      Zbliżająca się premiera The Mound: Omen of Cthulhu stwarza ciekawą alternatywę dla fanów gier kooperacyjnych i horroru. Połączenie tematyki Lovecrafta z rozgrywką dla wielu osób to przepis, który może zarówno świetnie zadziałać, jak i stanowić wyzwanie. Kluczowe będzie, czy twórcom uda się przetłumaczyć uczucia samotności i bezsilności, charakterystyczne dla tego uniwersum, na język gry zespołowej. Jeśli ACE Team poradzi sobie z tym wyzwaniem, gra ma szansę na sukces.


      Źródła