W sieci nic nie ginie, a granica między fikcją a rzeczywistością bywa niepokojąco cienka. Szczególnie gdy realistyczne gry wideo trafią w nieodpowiednie ręce. W pierwszych dniach marca 2024 roku gubernator stanu Teksas, Greg Abbott, udostępnił w serwisie X krótkie, widowiskowe nagranie. Widać na nim było amerykański okręt wojenny, który w spektakularny sposób zestrzeliwuje irański myśliwiec. Załączony komentarz polityka był buńczuczny i krótki: „Bye Bye”. Problem w tym, że imponująca scena walki nie pochodziła z żadnego konfliktu na Bliskim Wschodzie. Był to fragment rozgrywki z militarnego symulatora War Thunder.
Abbott szybko usunął kompromitujący post, ale internet, rzecz jasna, nigdy nie zapomina. Screenshoty z jego konta obiegły media społecznościowe, a internauci i dziennikarze wskazali nie tylko na źródło materiału, ale też na drugą, fundamentalną pomyłkę. Okazało się bowiem, że marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych nie posiada już w aktywnej służbie pancerników, a to właśnie taką jednostkę widać było na filmie. To nagranie krążyło w sieci już wcześniej – było błędnie przedstawiane jako autentyczny atak na Morzu Arabskim, co obaliła między innymi agencja Reuters.
Realizm gier wojennych: błogosławieństwo i przekleństwo
Cała sytuacja z gubernatorem Abbottem to doskonały, choć kuriozalny przykład tego, do jakiego stopnia rozwinięta została technologia w grach o tematyce militarnej. War Thunder od lat jest chwalony przez fanów za niezwykłe dążenie do historycznego i technicznego realizmu. Twórcy z Gaijin Entertainment zaimplementowali w grze ponad 2500 unikalnych maszyn bojowych – samolotów, czołgów i okrętów – oraz odtworzyli dziesiątki map opartych na prawdziwych polach bitew.
Ten realizm, który stanowi o sile i unikalności tytułu, paradoksalnie staje się też źródłem problemów. Gdy grafika jest tak przekonująca, a fizyka lotu czy trajektorie pocisków odwzorowane wiernie, laik może z łatwością pomylić rozgrywkę z materiałem dokumentalnym. Szczególnie w dobie krótkich, dynamicznych klipów krążących w mediach społecznościowych, często pozbawionych odpowiedniego kontekstu.
Nie pierwsza i nie ostatnia wpadka: gry wideo w służbie (dez)informacji

Sprawa gubernatora Teksasu jest wyjątkowo głośna ze względu na rangę urzędnika, ale samo zjawisko nie jest nowe. To kolejny z długiej listy przypadków, w których materiały z gier są wykorzystywane – celowo lub przez nieuwagę – jako rzekomo autentyczne doniesienia wojenne.
W przeszłości rosyjskie media sięgały po nagrania z serii ARMA – kolejnego niezwykle realistycznego symulatora pola walki – aby ilustrować rzekome sukcesy militarne lub bohaterstwo żołnierzy w Syrii. Zdarzały się też próby przedstawiania klipów z ARMA jako autentycznych filmów z ataków dronów w konflikcie ukraińskim. Nawet w polskiej telewizji publicznej doszło do poważnego nieporozumienia, gdy na antenie jako przykład „kremlowskiej propagandy” pokazano… zrzut ekranu z gry strategicznej Hearts of Iron 4.
Te incydenty pokazują dwie strony tego samego medalu. Z jednej strony są to po prostu żenujące pomyłki wynikające z braku weryfikacji źródła. Z drugiej – świadome działania dezinformacyjne, które wykorzystują wiarygodność cyfrowo generowanych obrazów do manipulowania opinią publiczną. Wraz z eskalacją konfliktów zbrojnych na świecie skala tego zjawiska rośnie, a do realistycznych gier dołączają teraz potężne narzędzia, jakimi są generatory obrazów oparte na sztucznej inteligencji.
War Thunder: gra, która (niechcący) ujawnia tajemnice
Historia War Thunder w kontekście świata rzeczywistego ma jeszcze jeden, całkiem osobliwy rozdział. Gra ta nie tylko czerpie realizm z prawdziwego świata, ale też czasem… oddaje go w nieoczekiwany sposób. Ze względu na fanatyczne wręcz dążenie społeczności graczy do perfekcyjnego odwzorowania parametrów maszyn, kilkukrotnie dochodziło do kuriozalnych wycieków prawdziwych, poufnych dokumentów wojskowych.
Entuzjaści, chcąc udowodnić deweloperom, że dany model czołgu lub samolotu w grze ma nieprawidłowe opancerzenie czy osiągi, załączali do postów na oficjalnym forum skany oryginalnych podręczników technicznych. W ten sposób światło dzienne ujrzały m.in. szczegółowe materiały dotyczące brytyjskiego myśliwca Eurofighter Typhoon czy amerykańskiego samolotu szturmowego AV-8B Harrier II. Te sytuacje, choć kompromitujące dla procedur bezpieczeństwa, tylko podkreślają, jak bardzo wirtualny świat War Thunder jest spleciony z realnymi danymi technicznymi.
Wnioski: krytyczne myślenie w epoce cyfrowego realizmu
Afera z nagraniem udostępnionym przez gubernatora Abbotta, choć z pozoru śmieszna, niesie ze sobą poważne przesłanie. W czasach, gdy granica między tym, co wygenerowane, a tym, co autentyczne, coraz bardziej się zaciera, fundamentalną umiejętnością staje się krytyczna weryfikacja źródeł.
Dotyczy to każdego – od zwykłego użytkownika mediów społecznościowych, przez dziennikarza, aż po najwyższych urzędników państwowych. Szybkość, z jaką informacje (i dezinformacje) rozprzestrzeniają się w sieci, nie zwalnia z obowiązku zastanowienia się nad ich pochodzeniem. „To wyglądało realistycznie” nie jest już wystarczającym usprawiedliwieniem.
Gry wideo, takie jak War Thunder czy ARMA, są dziełami sztuki i zaawansowanymi symulatorami. Ich realizm to dowód na niesamowity postęp technologiczny branży. Jednak ich ewentualne użycie poza kontekstem rozrywki – czy to przez nieuważnych polityków, czy przez machiny propagandowe – zawsze powinno zapalać czerwoną lampkę. Przypadek z Teksasu dobitnie pokazuje, że w epoce cyfrowego realizmu zdrowy sceptycyzm i odrobina wiedzy o świecie (choćby o tym, że US Navy nie używa już pancerników) to wciąż najskuteczniejsze narzędzia obrony przed wpadką.

