Tag: Projektowanie gier

  • Czy Wiedźmin 3 Mógłby Wykorzystać Mechanikę Walki z Niewidomymi Przeciwnikami?

    Czy Wiedźmin 3 Mógłby Wykorzystać Mechanikę Walki z Niewidomymi Przeciwnikami?

    W świecie projektowania gier mechaniki walki z przeciwnikami polegającymi na innych zmysłach niż wzrok często budzą ogromne zainteresowanie. Choć temat niewidomych przeciwników bezpośrednio dotyczy innych serii, inspiruje on do ciekawego pytania: jak taka koncepcja mogłaby sprawdzić się w uniwersum Wiedźmina? Świat stworzony przez Andrzeja Sapkowskiego, a rozwinięty przez CD Projekt RED, jest pełen potworów o unikalnych zdolnościach i słabościach. Mechanika oparta na walce z istotami polegającymi na słuchu lub węchu mogłaby być naturalnym rozwinięciem tego bogatego bestiariusza.

    Bestiarium Sapkowskiego a nietypowe słabości potworów

    W książkach Sapkowskiego oraz grach z serii „Wiedźmin” kluczową rolę odgrywa wiedza o potworach. Geralt z Rivii, zanim przystąpi do walki, często studiuje bestiariusze, przygotowuje odpowiednie oleje i eliksiry. To nie jest świat, w którym każdą walkę wygrywa się czystą siłą. Przeciwnie – taktyka i wykorzystanie słabości są fundamentem.

    Istnieją już stworzenia, które w pewnym stopniu bazują na zmysłach innych niż wzrok. Wampiry wyższego rzędu, jak katakan, polegają na nadludzkiej szybkości, sile i echolokacji. Koncept całkowicie niewidomego, ale za to niezwykle wyczulonego na dźwięki potwora, który przemierza lochy lub gęste lasy, doskonale wpisałby się w ten schemat. Walka z nim wymagałaby absolutnej ciszy – rezygnacji z ciężkich pancerzy na rzecz lżejszych, unikania rozbijania butelek czy potykania się o kości.

    Możliwości gameplayowe w potencjalnej nowej części

    Gdy myślimy o przyszłości serii, choćby w kontekście zapowiedzianego już projektu „Polaris” (początku nowej trylogii), nowe mechaniki walki są niemal pewne. CD Projekt RED zawsze starało się urozmaicać rozgrywkę, wprowadzając różne typy przeciwników wymagających odmiennego podejścia. Walka z niewidomym potworem mogłaby być świetnym przykładem takiej innowacji.

    Wyobraźmy sobie misję, w której Geralt (lub nowy protagonista) musi przemierzać jaskinie zamieszkane przez takie stworzenia. Gracz musiałby zarządzać poziomem hałasu generowanego przez ruch – skradać się, powolne omijać rozsypane przedmioty czy celowo rzucać kamieniami w oddali, by odciągnąć uwagę potwora. Użycie Znaków, takich jak Aard czy Igni, wywoływałoby oczywiście głośny wybuch, natychmiast przyciągając uwagę całej hordy. Taka mechanika wymusiłaby zupełnie nowy, bardziej refleksyjny styl gry oparty na planowaniu, przypominający nieco łowy na gryfa czy leszego, ale wyniesiony na jeszcze wyższy poziom immersji.

    Inspiracje kinematograficzne i serialowe

    Serial „Wiedźmin” Netflixa, pomimo swoich odejść od materiału źródłowego, również eksploruje temat potworów o nietypowych zdolnościach. Wprowadzenie stworzenia, którego nie da się pokonać w klasycznej walce, a które wymaga podstępu i wykorzystania środowiska, mogłoby być znakomitym elementem fabuły zarówno w grze, jak i w produkcji live-action. Taki wątek podkreślałby mądrość i przebiegłość wiedźmina, pokazując, że jego największą bronią jest często intelekt, a nie miecz.

    Co ciekawe, sam Sapkowski w swoich opowiadaniach nieraz podkreślał, że prawdziwe potwory często kryją się w ciemnościach – zarówno dosłownych, jak i metaforycznych. Niewidomy przeciwnik, którego można pokonać tylko w absolutnej ciszy, stałby się doskonałym ucieleśnieniem tej metafory – walki z lękiem przed nieznanym i z własną nieostrożnością.

    Podsumowanie

    Chociaż mechanika „niewidomych przeciwników” jest obecnie omawiana w kontekście innych tytułów, jej potencjał w uniwersum Wiedźmina jest ogromny. Wpisuje się w filozofię sagi, w której przygotowanie i wiedza znaczą więcej niż czysta siła mięśni. Dla CD Projekt RED mogłaby to być okazja do stworzenia niezapomnianych, mrocznych sekwencji pełnych napięcia, które gracze pamiętaliby długo po ukończeniu gry.

    W świecie, gdzie każdy potwór ma swoją historię i słabość, istota polegająca na słuchu czeka tylko na to, by zostać opisana w bestiariuszu i rzucić wyzwanie kolejnemu wiedźmińskiemu bohaterowi. Byłaby to nie tylko nowa taktyka walki, ale też hołd złożony głębi i pomysłowości świata, który pokochaliśmy.

  • Jak decyzja zza biurka zmieniła przyszłość Wiedźmina? Projektant o „pomyłce”, która ukształtowała drugą część

    Jak decyzja zza biurka zmieniła przyszłość Wiedźmina? Projektant o „pomyłce”, która ukształtowała drugą część

    Po prawie dwudziestu latach Artur Ganszyniec, główny projektant fabuły pierwszego „Wiedźmina”, ponownie przeszedł kultowy RPG. Jego 40-godzinna, 26-odcinkowa seria z komentarzem na YouTubie to nie tylko sentymentalna podróż, ale też ujawnienie kulisów decyzji, która na lata określiła kierunek serii. W finałowych minutach playthrougha Ganszyniec zdradził, że zaskakujące zakończenie gry – scena zamachu na króla Foltesta – było „pomyłką”. Pomyłką, na którą on i zespół scenarzystów nie mieli żadnego wpływu, a która siłą popchnęła fabułę „Wiedźmina 2” w kierunku politycznych intryg, zamiast zgłębiania postaci Geralta.

    „Ktoś zadecydował” – twist, o którym nie wiedzieli scenarzyści

    Końcówka pierwszej gry z 2007 roku dobrze zapadła w pamięć graczy. Po epilogu z narracją Dandeliona, który zadawał pytanie „Co się później stało z wiedźminem?”, następowała CG’owa scena. Przedstawiała Geralta broniącego króla Foltesta przed zabójcą, którym okazywał się… inny wiedźmin. To właśnie ten moment bezpośrednio łączył się z początkiem „Wiedźmina 2: Zabójców Królów”, gdzie Biały Wilk siedzi w lochu, podejrzany o udział w zamachu.

    Jak teraz przyznaje Ganszyniec, ten kluczowy twist powstał poza zespołem fabularnym. „Scenariusz do tego… został stworzony bez faktycznego zaangażowania zespołu od historii. Więc to było tak, że my tak naprawdę nie zwracaliśmy na to uwagi. I to był błąd, moim zdaniem” – mówił podczas swojego komentarza.

    Według jego relacji, decyzja o dodaniu animowanej przerywnika zapadła wyżej. „Ktoś zadecydował – czy to zarząd, czy [współzałożyciel CD Projekt] Michał Kiciński – że potrzebujemy animowanego zakończenia gry”. Powstał więc rozdźwięk. Narracyjny epilog, nad którym pracował Ganszyniec wraz z liderem projektu Jackiem Brzezińskim, celowo pozostawiał otwarte pytanie o przyszłość Geralta. Animowana scena natychmiast na to pytanie odpowiadała, zamykając wątek i ustanawiając konkretny punkt startowy dla kontynuacji.

    Skutki tej decyzji: od osobistej opowieści do politycznego thrillera

    Ten „błąd” miał daleko idące konsekwencje dla kształtu drugiej części. „Stało się oczywiste, że kolejna gra będzie musiała nawiązać do tego i opowiedzieć historię o wiedźminach, którzy z jakiegoś powodu zabijają królów” – tłumaczył Ganszyniec.

    Pierwotna wizja zespołu dla potencjalnego sequela była inna. Chcieli skupić się bardziej na osobistej historii Geralta, jego tożsamości, rodzinie i przeszłości. Nagła zmiana kierunku zmusiła ich do przeprojektowania koncepcji. „Wiedźmin 2” stał się grą „bardzo polityczną”, jak to ujął projektant, z „niewielką przestrzenią na zgłębianie tego, kim jest Geralt, jego rodziny, jego historii”.

    To ciekawy paradoks. Decyzja, która być może pomogła w komercyjnym sukcesie sequelu (gra sprzedała się w milionach kopii), jednocześnie – w opinii jej twórców – odebrała mu część duszy. Zamiast kontynuować kameralną, mroczną opowieść o odzyskiwaniu pamięci i tożsamości, seria wkroczyła na salony królewskie, w świat spisków i wielkiej polityki. Można się zastanawiać, jak wyglądałby świat gry, gdyby pozostał przy pierwotnym, otwartym zakończeniu.

    Krytyka wobec własnej pracy i optymizm dla remaku

    Podczas swojej gry Ganszyniec nie krył też samokrytyki dotyczącej innych elementów. O epilogu, który w dużej mierze sam implementował, mówił wprost: „To jest wyjątkowo głupie rozwiązanie projektowe. Artur, powinieneś się wstydzić”. To szczere, pozbawione patosu spojrzenie na własną pracę sprzed lat spotkało się z uznaniem widzów jego serii.

    Co ważne, projektant nie przejawia goryczy. Wręcz przeciwnie, zakończył swój playthrough wyrażając nadzieję na nadchodzący remake „Wiedźmina”, który tworzy studio Fool’s Theory we współpracy z CD Projekt RED. „Miejmy nadzieję, że remake będzie naprawdę dobrą grą” – powiedział.

    Wskazał też konkretny element, który w nowej wersji będzie prawdopodobnie wymagał dostosowania – lore Dzikiego Gonu. W oryginale z 2007 roku Król Gonu był personifikacją śmierci. Dopiero późniejsze gry (i oryginalne opowiadania Sapkowskiego) ustaliły, że to elfy w zbrojach. „Ta część prawdopodobnie będzie musiała zostać nieco zmieniona w remake’u” – przyznał, zaznaczając, że podczas prac nad pierwszą grą zespół nie wiedział jeszcze o tym późniejszym rozwinięciu.

    Wnioski: historia rozwoju gier w pigułce

    Ta historia to świetna ilustracja tego, jak decyzje biznesowe i produkcyjne, podejmowane czasem w ostatniej chwili i bez pełnej konsultacji z kluczowymi twórcami, mogą na lata kształtować całe franczyzy. Pokazuje też, jak pierwsza część „Wiedźmina”, mimo ogromnego sukcesu i miejsca w kanonie, była w pewnym sensie grą „testową”. Eksperymentem, podczas którego CD Projekt RED uczył się, jak przenieść uniwersum Sapkowskiego na ekrany monitorów, często improwizując lub działając bez pełnej wiedzy o przyszłości serii.

    Wypowiedź Ganszynieca jest cenna, bo rzadko kiedy twórcy tak otwarcie mówią o wewnętrznych tarciach i „pomyłkach”, które finalnie ukształtowały dzieło znane milionom. Jego komentarze nie umniejszają osiągnięcia, jakim był „Wiedźmin”, ale dodają mu głębi i kontekstu. Przypominają, że nawet najbardziej dopracowane światy powstają w procesie pełnym kompromisów, niespodzianek i decyzji podejmowanych pod presją czasu.

    Czy zatem remake, nad którym z taką nadzieją patrzy Ganszyniec, skoryguje tę historyczną „pomyłkę”? Czy może zachowa kultowe już zakończenie, traktując je jako integralną część dziedzictwa gry? Odpowiedź na to pytanie jest jedną z najbardziej intrygujących zagadek związanych z odświeżoną wersją. Niezależnie od tego, jaka będzie, historia ujawniona przez głównego projektanta fabuły na zawsze zmieni sposób, w jaki patrzymy na finał pierwszej przygody Geralta z Rivii.