Tag: Strategia

  • „Geralt jak król? W Reigns: The Witcher wybierasz drogę, przesuwając kartę”

    „Geralt jak król? W Reigns: The Witcher wybierasz drogę, przesuwając kartę”

    W świecie gier o Wiedźminie przywykliśmy do rozległych RPG-ów, w których decyzje mają konsekwencje przez dziesiątki godzin. Reigns: The Witcher z lutego 2026 roku proponuje coś zupełnie innego: kilkuminutowe sesje, w których los Geralta wiesz się dosłownie na prawo i lewo. To połączenie formuły serii Reigns z uniwersum wiedźmina, które otrzymało dość ciepłe przyjęcie.

    Czy zatem warto „rzucić kartą swojemu wiedźminowi”? Sprawdzamy.

    Na czym to polega? Krótkie życie według Dandyliona

    Jesteś Geraltem – a przynajmniej jedną z jego wersji, które istnieją w balladach Dandyliona. To kluczowe: cała rozgrywka to opowieść snuta przez barda, który, szczerze mówiąc, ma dość makabryczną wyobraźnię i zdumiewająco szczegółową wiedzę na temat życia intymnego białowłosego.

    Mechanika jest prosta jak konstrukcja cepa. Na ekranie pojawia się karta z sytuacją i dwiema opcjami działania. Przesuwasz ją w lewo lub prawo, podejmując decyzję. Każdy wybór wpływa na cztery główne suwaki, które reprezentują kluczowe aspekty życia wiedźmina, takie jak relacje z różnymi frakcjami i lojalność wobec Ścieżki. Gra to nieustanne żonglowanie tymi wartościami. Jeśli któryś wskaźnik spadnie do zera albo wzrośnie do maksimum – koniec. Geralt ginie w sposób często absurdalny i komiczny (powieszenie za fraternizację ze Scoia'tael, wyssanie krwi przez wampira, postrzał od driady), a ty zaczynasz nową „pieśń” od początku.

    To właśnie ta roguelikowa pętla jest sercem gry. Każda sesja trwa kilka minut, a celem jest przetrwać jak najdłużej i wykonać trzy losowo przydzielone „Inspiracje” (cele, jak dogadanie się z określoną frakcją czy wygranie kilku pojedynków). Po każdej śmierci odblokowujesz nowe karty, postaci i zakończenia, co zachęca do ponownej próby.

    Nie tylko karty: minigra walki jak z lat 80.

    Kiedy uda ci się utrzymać odpowiedni poziom jednego z kluczowych suwaków, uruchamiasz sekwencję walki. To minigra w stylu połączenia gry logicznej i zręcznościowej. Sterujesz Geraltem poruszającym się po ograniczonej przestrzeni, unikasz spadających ataków potworów (jak trucizna mantikory czy wrzask bruksy) i starasz się zbierać miecze oraz znaki. Znak Igni może spalić kilka ataków, a Quen dać tymczasową osłonę.

    Recenzenci są zgodni: ten element lepiej sprawdza się na kontrolerze lub ekranie dotykowym niż przy użyciu myszki. Na PC jest po prostu nieco toporny. To nie przypadek, że gra ma certyfikat Steam Deck Verified – na przenośnym konsoli PC czy telefonie (gra ukazała się też na platformy mobilne) całość działa znacznie naturalniej. Walka jest ulepszalna i można ją nawet zautomatyzować, ale pozostaje raczej prostym urozmaiceniem, a nie głębokim systemem.

    Siła i słabość: klimat wiedźmina w pigułce

    Gdzie Reigns: The Witcher naprawdę błyszczy, to w oddaniu ducha oryginału z przymrużeniem oka.

    • Wierność lore: Gracz spotyka dziesiątki znajomych postaci, od Zoltana po Yennefer, i odwiedza dobrze znane lokacje. Fabuły kart są pełne odniesień do książek Sapkowskiego i gier CD Projekt Red, w tym naprawdę niszowych (jak tyromanci wróżący z sera).
    • Humor i styl: Ponieważ wszystko relacjonuje Dandylion, ton jest lekki, absurdalny i bardzo zabawny. To świeże spojrzenie na mroczny świat, które naprawdę działa. Geralt może skończyć jako piekarz, sędzia konkursu piwnego, a jego przygody są opowiadane z charakterystycznym dla barda przerysowaniem.
    • Idealna na krótkie sesje: Gra doskonale nadaje się do zabicia 15 minut w autobusie czy przed snem. Brak poważnych błędów, przyjemna oprawa audiowizualna i poczucie, że to uczciwa kolaboracja (Devolver, CDPR, Nerial), a nie tani „cashgrab”.

    Są jednak minusy, które dla niektórych mogą być istotne.

    • Powtarzalność i losowość: Po kilkunastu rozgrywkach karty zaczynają się powtarzać. Czasami trafisz na serię mało interesujących wydarzeń, a czasem ambigua decyzja kompletnie zrujnuje twoje starannie budowane balansowanie wskaźnikami, co bywa frustrujące.
    • Brak głębi: To nie jest RPG. Twoje wybory nie mają dalekosiężnych konsekwencji poza natychmiastowym efektem na suwaki. Dla graczy szukających opowieści na miarę „Wiedźmina 3” będzie to zawód.
    • Nieidealne na PC: Interfejs i minigra walki po prostu proszą się o ekran dotykowy lub gamepada.

    Jak przyjęła się gra? Przeważnie pozytywne oceny

    W momencie premiery 25 lutego 2026 roku gra spotkała się z przeważnie pozytywnym odbiorem, choć nie bez zastrzeżeń. Recenzenci doceniali jej klimat i przystępność, ale zauważali jej niszowy charakter.

    Wspólnym mianownikiem jest uznanie dla klimatu i przystępności, ale też świadomość, że to jedynie przystawka dla fanów, a nie danie główne.

    Dla kogo jest ta gra? Podsumowanie

    • Reigns: The Witcher to ciekawy eksperyment, który trafia w bardzo specyficzną niszę. Jest jak dobra, lekka powieść graficzna osadzona w świecie wiedźmina – do konsumpcji w małych dawkach.

    Jeśli jesteś zagorzałym fanem uniwersum, który ceni sobie humor, odniesienia i ma ochotę na coś zupełnie innego niż RPG, ta gra da ci kilkanaście godzin dobrej zabawy. Szczególnie, jeśli grasz na urządzeniu przenośnym – Steam Decku, tablecie czy telefonie. To wtedy jej mechanika błyszczy najbardziej.

    Jeśli jednak szukasz głębokiej, fabularnej przygody na miarę głównych gier z cyklu, szybko się rozczarujesz. To tytuł okazjonalny, „timewaster”, którego nie powinno się oceniać przez pryzmat wielkich produkcji. To po prostu przyjemna, casualowa przygoda kartkowa – nic mniej, ale też nic więcej. I w ramach tej niszy sprawdza się całkiem nieźle.