Kategoria: Gry wideo

  • Bend Studio rekrutuje i szykuje ambitny projekt AAA. Sony dało im zielone światło

    Bend Studio rekrutuje i szykuje ambitny projekt AAA. Sony dało im zielone światło

    Bend Studio ogłosiło nabór na kluczowe stanowiska w związku z nowym, wysokobudżetowym projektem AAA na konsole. To zaskakujący zwrot akcji, ponieważ jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że ekipa z Oregonu może podzielić los Bluepoint Games, które Sony niespodziewanie zamknęło.

    • Bend Studio rozpoczęło rekrutację reżysera dźwięku i producenta do nowego projektu AAA.
    • Nowa gra ma być wysokobudżetowym tytułem na konsole, osadzonym prawdopodobnie w realistycznych realiach.
    • Sony zamknęło niedawno Bluepoint Games, ale Bend Studio najwyraźniej uniknęło tego scenariusza.
    • Days Gone nie doczeka się sequela — studio może stworzyć zupełnie nową markę.

    Bend Studio wychodzi na prostą. Nowy projekt nabiera kształtów

    Na stronie PlayStation Careers pojawiły się oferty pracy wystawione przez Bend Studio. Zespół poszukuje reżysera dźwięku oraz producenta. Obie role są związane z przygotowaniami do stworzenia „kolejnego wysokobudżetowego tytułu AAA na konsole”. Szczegóły pozostają tajemnicą, ale samo ogłoszenie rekrutacji to mocny sygnał. Studio żyje i ma przed sobą ambitny plan.

    Treść ofert sugeruje, że akcja gry może być osadzona w realistycznym świecie. Pojawiły się także spekulacje, że Bend Studio powoła do życia zupełnie nową markę. Niewykluczone, że twórcy sięgną po elementy z anulowanej gry-usługi o nazwie Mirror Pond, która miała mieć militarny charakter i powstawała przez pewien czas, zanim Sony zdecydowało się ją skasować.

    Historia studia: od Syphon Filter po Days Gone

    Historia studia: od Syphon Filter po Days Gone
    Źródło: images.gram.pl

    Bend Studio przez lata kojarzone było głównie z serią Syphon Filter. Później ekipa stworzyła dwie odsłony Uncharted: Golden Abyss na PlayStation Vita. Prawdziwy przełom nastąpił jednak w 2019 roku, gdy światło dzienne ujrzało Days Gone. Gra zebrała mieszane recenzje, ale zbudowała wokół siebie oddaną społeczność fanów.

    Ci fani długo czekali na sequel. Niestety, Sony skasowało kontynuację. Potem studio zaangażowano w tworzenie gry-usługi, ale ten projekt również został anulowany. Wielu obserwatorów branży zakładało wtedy, że Bend Studio będzie kolejną ofiarą finansowej restrukturyzacji japońskiego giganta.

    Bluepoint Games zamknięte, Bend Studio przetrwało

    Kilka tygodni temu Sony ogłosiło zamknięcie Bluepoint Games — studia odpowiedzialnego za remake Demon’s Souls. Decyzja była szokująca, zwłaszcza że Bluepoint przejęto pięć lat wcześniej. Plotki wskazywały, że zespół miał przygotowywać remake Bloodborne. Zamiast tego japoński wydawca zlecił im prace nad grą-usługą osadzoną w uniwersum God of War. Finalnie projekt nie wypalił, a studio przestało istnieć.

    Wydawało się, że Bend Studio może być następne w kolejce. Jednak ogłoszenia rekrutacyjne mówią coś zupełnie innego. Japoński gigant najwyraźniej daje ekipie z Oregonu szansę na stworzenie czegoś nowego i ambitnego. Co dokładnie powstanie? Na razie można tylko spekulować. Fani Days Gone wciąż liczą na powrót do tego uniwersum, choć realistyczne przesłanki wskazują raczej na świeżą markę z militarnym zacięciem.


    Źródła

  • Onimusha: Way of the Sword na ostatniej prostej – reżyser zapowiada finisz prac

    Onimusha: Way of the Sword na ostatniej prostej – reżyser zapowiada finisz prac

    Satoru Nihei, reżyser Onimusha: Way of the Sword, potwierdził, że prace nad grą wchodzą w końcową fazę. Deweloper podziękował fanom za pozytywne reakcje po ostatnim pokazie i zasugerował, że ujawnienie konkretnej daty premiery jest już bliskie. Capcom wcześniej zapowiedział debiut produkcji na 2026 rok.

    Czego się dowiedzieliśmy

    • Końcowe etapy produkcji oznaczają, że premiera Onimusha: Way of the Sword może nastąpić szybciej, niż zakładano.
    • Capcom wciąż nie podał dokładnej daty, ale reżyser obiecuje kolejne ogłoszenia w niedalekiej przyszłości.
    • Polska wersja językowa z napisami została potwierdzona na Steam, obok wersji na PS5 i Xbox Series X/S.
    • Pozytywne komentarze pod ostatnim Capcom Spotlight dodały zespołowi energii przed finiszem prac.

    Co dokładnie przekazał reżyser?

    Na oficjalnym profilu serii Onimusha na platformie X pojawił się wpis od Satoru Niheia. Deweloper wyraził zadowolenie z odbioru ostatniego pokazu. „Bardzo dziękujemy wszystkim za pozytywne komentarze, które zamieściliście pod ostatnim Capcom Spotlight” – napisał, dodając, że zespół cieszy się z dużego zainteresowania datą premiery.

    Najważniejsze zdanie w całej wiadomości brzmiało: „Cały zespół pracuje obecnie nad końcowymi etapami produkcji”. Dla fanów czekających na powrót kultowej serii to sygnał, że wyczekiwanie dobiega końca. Reżyser poprosił też o cierpliwość i zapowiedział kolejne ogłoszenie.

    To dobra wiadomość, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych obaw – Capcom długo milczał po pierwszej zapowiedzi gry, a konkretnych informacji było niewiele.

    Kiedy premiera i na jakich platformach?

    Kiedy premiera i na jakich platformach?
    Źródło: images.gram.pl

    Choć dokładna data wciąż pozostaje tajemnicą, wiadomo, że Onimusha: Way of the Sword zadebiutuje w 2026 roku. Capcom nie zmienił tej deklaracji, a komunikat reżysera ją umacnia. Skoro prace są na finiszu, realny wydaje się termin w drugiej połowie roku – być może jesień?

    Gra zmierza na pecety oraz konsole PlayStation 5 i Xbox Series X/S. Na Steam potwierdzono już obecność polskiej wersji językowej z napisami, co jest standardem w przypadku dużych tytułów Capcomu i dobrą wiadomością dla graczy w Polsce, którzy wolą unikać angielskich dialogów.

    Czego możemy się spodziewać po nowej odsłonie?

    Onimusha: Way of the Sword to powrót serii po latach nieobecności. Ostatnia główna część, Onimusha: Dawn of Dreams, ukazała się w 2006 roku na PlayStation 2. Capcom stawia na nowoczesną oprawę graficzną, zachowując jednocześnie samurajski klimat i widowiskową walkę mieczem, z których cykl słynął.

    Z ostatniego zwiastuna wynika, że akcja osadzona będzie w historycznej Japonii z elementami nadprzyrodzonymi – to znak rozpoznawczy marki. Twórcy obiecują dynamiczny system walki i rozbudowaną fabułę. Szczegóły wciąż są skąpe, ale entuzjazm społeczności sugeruje, że Capcom idzie w dobrym kierunku.

    Co dalej z komunikacją?

    Wpis Niheia to nie tylko informacja o postępie prac. Deweloper zasugerował, że następne ogłoszenie będzie tym, na które wszyscy czekają. „Czekajcie z niecierpliwością na nasze kolejne ogłoszenie!” – napisał. To jasna zapowiedź prezentacji daty premiery.

    Capcom nie ma już wiele czasu na zwlekanie. Rok 2026 zbliża się, a konkurencja nie śpi. Fani serii liczą, że kolejny pokaz – być może na letnim evencie branżowym – przyniesie konkretne informacje. Na razie pozostaje uzbroić się w cierpliwość i wierzyć, że końcowe etapy produkcji oznaczają bliski finisz.


    Źródła

  • Fani ARC Raiders odetchnęli z ulgą. Embark Studios zmienia kontrowersyjny system matchmakingu

    Fani ARC Raiders odetchnęli z ulgą. Embark Studios zmienia kontrowersyjny system matchmakingu

    Embark Studios potwierdziło wprowadzenie znaczących zmian w systemie matchmakingu w ARC Raiders, który dobierał graczy na podstawie ich agresywności i skłonności do walk PvP. Mechanizm, który od premiery budził wiele kontrowersji, przeszedł gruntowną przebudowę. Od teraz gra śledzi zachowanie użytkowników osobno dla kolejek solo, duo i trio, co ma na celu eliminację sytuacji, w których spokojni gracze trafiali do agresywnych lobby tylko dlatego, że wcześniej grali w drużynie nastawionej na eliminowanie innych Raidersów.

    Kluczowe zmiany w ARC Raiders

    • Aggression-based matchmaking został rozdzielony – statystyki dla trybów solo, duo i trio są teraz śledzone niezależnie.
    • System wcześniej oceniał styl gry całościowo, przez co osoby preferujące PvE trafiały do lobby pełnych agresywnych graczy PvP.
    • Studio cofnęło też część kontrowersyjnych zmian balansowych, w tym obniżenie trwałości przedmiotów i osłabienie kilku broni.
    • Dialogi generowane przez AI zostały częściowo zastąpione nagraniami prawdziwych aktorów głosowych.
    • Gra sprzedała się w ponad 10 milionach egzemplarzy w niecałe dwa miesiące od premiery.

    Jak działał problematyczny system i co się zmieniło

    Mechanizm dobierania graczy według agresji działał w ARC Raiders od samego początku, ale studio długo nie potwierdzało jego istnienia. Dopiero niedawno przyznało, że algorytm analizował styl rozgrywki każdego użytkownika i przydzielał go do lobby z osobami o podobnym nastawieniu – czy to do walki z innymi graczami, czy do spokojnego zbierania zasobów i unikania konfrontacji.

    Problem polegał na tym, że system oceniał zachowanie całościowo, bez rozróżniania trybów. Ktoś, kto solo preferował eksplorację i walkę z maszynami, po kilku rozgrywkach w agresywnej drużynie nagle lądował w lobby pełnym doświadczonych przeciwników. Efekt? Frustracja, utrata cennego ekwipunku i poczucie, że gra karze za elastyczność stylu gry.

    Po aktualizacji każdy tryb – solo, duo i trio – ma własny współczynnik agresji, co teoretycznie rozwiązuje ten problem. Społeczność przyjęła zmiany z ulgą, choć nie brakuje głosów, że studio powinno było zareagować szybciej.

    Balans i dialogi – inne ustępstwa wobec graczy

    Balans i dialogi – inne ustępstwa wobec graczy
    Źródło: images.gram.pl

    To nie pierwszy raz, gdy Embark Studios wycofuje się z kontrowersyjnych decyzji pod presją fanów. Wcześniej studio cofnęło obniżenie trwałości przedmiotów i poprawiło statystyki broni, które po premierze zbyt szybko wypadały z użycia. Patch Shrouded Sky wywołał burzę – osłabił między innymi Kettle, Stitchera i Venatora, a także utrudnił wytwarzanie części przedmiotów PvE.

    Gracze narzekali też na koszt craftingu Wolfpacka, który po aktualizacji wymagał rzadkiego komponentu Rocketeer Driver. Część tych zmian została później złagodzona, co pokazuje, że studio – mimo ogromnego sukcesu komercyjnego – nie ignoruje głosu społeczności.

    Osobną kwestią były dialogi generowane przez sztuczną inteligencję. System text-to-speech, bazujący na nagraniach prawdziwych aktorów, pozwalał deweloperom szybko tworzyć nowe kwestie, ale gracze uznali je za nienaturalne i pozbawione emocji. Patrick Söderlund, prezes Embark Studios, przyznał w rozmowie z GamesIndustry.biz, że różnica jakości między głosem AI a pracą profesjonalnego aktora jest wyraźna. Część dialogów została już nagrana ponownie przez aktorów.

    Co dalej z ARC Raiders?

    Embark Studios podkreśla, że sztuczna inteligencja pozostanie narzędziem produkcyjnym, ale nie zastąpi aktorów. Studio nadal zatrudnia ich przy kolejnych aktualizacjach, a w niektórych przypadkach korzysta z licencji na wykorzystanie głosu w systemach TTS. Decyzje te pokazują, że presja społeczności potrafi realnie wpłynąć na kierunek rozwoju gry – nawet tej, która sprzedała się w ponad 10 milionach egzemplarzy w dwa miesiące.

    ARC Raiders wciąż ewoluuje, a kolejne aktualizacje prawdopodobnie przyniosą dalsze poprawki balansu i być może całkowitą rezygnację z dialogów AI. Fani extraction shooterów mogą na razie odetchnąć.


    Źródła

  • Scenarzystka Clair Obscur: Expedition 33 o przyszłości studia: „Gdybym ci powiedziała, musiałabym cię zabić”

    Scenarzystka Clair Obscur: Expedition 33 o przyszłości studia: „Gdybym ci powiedziała, musiałabym cię zabić”

    Jennifer Svedberg-Yen, główna scenarzystka Sandfall Interactive, w tajemniczy sposób skomentowała plany studia po sukcesie Clair Obscur: Expedition 33. W rozmowie z GamesRadar+ wyraziła chęć ujawnienia szczegółów, ale dodała, że nie może tego zrobić, żartując, że ujawnienie informacji mogłoby być niebezpieczne.

    Nie ma się co dziwić tej ostrożności. Gra, która zadebiutowała 24 kwietnia 2025 roku, stała się fenomenem, zdobywając więcej nagród GOTY niż Elden Ring. Ma również szansę na wyrównanie osiągnięcia Baldur's Gate 3, zdobywając tytuł gry roku w pięciu kluczowych plebiscytach branżowych.

    Najważniejsze informacje

    • Clair Obscur: Expedition 33 zdobyło rekordową liczbę nagród GOTY, przewyższając Elden Ringa.
    • Sandfall Interactive nie planuje powiększać zespołu ani iść na kompromisy z fanami.
    • Jennifer Svedberg-Yen przyznaje, że presja jest ogromna, ale studio stawia na własną wizję.
    • Soundtrack z gry jako pierwszy w historii gier trafił na szczyty list przebojów.

    Wizja ważniejsza niż oczekiwania

    Wcześniej, w rozmowie z magazynem Edge, przedstawiciele Sandfall Interactive jasno zaznaczyli, że nie zamierzają dostosowywać się do oczekiwań fanów. Szef produkcji François Meurisse stwierdził, że choć oczekiwania są ogromne, studio skupi się na swoich pomysłach.

    Svedberg-Yen dodała, że takie podejście nie jest dla niej łatwe. "Należę do osób, które zawsze chcą wszystkich zadowolić" – przyznała. Teraz, gdy Sandfall ma dużą bazę fanów, każdy z nich ma własne wyobrażenie o tym, jak powinna wyglądać kontynuacja.

    Bezkompromisowość przyczyniła się do sukcesu Clair Obscur: Expedition 33. Przed premierą twórcy zakładali, że stworzą mniejszy, niszowy projekt, żartując, że to j'RPG. Rzeczywistość przerosła ich oczekiwania.

    Co dalej z franczyzą?

    Co dalej z franczyzą?
    Źródło: images.gram.pl

    Sandfall Interactive stoi przed dylematem, z którym borykają się studia po premierze hitu. Z jednej strony bezpieczny sequel to mniejsze ryzyko, z drugiej – powielenie formuły może rozczarować społeczność, która pokochała oryginał za świeżość.

    Studio zdaje się skłaniać ku odważniejszej opcji. Nie planują powiększać zespołu, ponieważ wolą koncentrować się na tworzeniu gier niż na zarządzaniu produkcją. Mają świadomość, że startują z innej pozycji niż pięć lat temu, a doświadczenie zdobyte przy Clair Obscur: Expedition 33 stanowi solidny fundament.

    Svedberg-Yen podsumowała to w swoim stylu: "Bardzo chciałabym o tym mówić, bo jak wie mój mąż, nie potrafię dochować tajemnicy. Uwielbiam dzielić się informacjami. Chciałabym po prostu powiedzieć wszystko wszystkim. Ale nie, nie mogę".

    Fenomen wykraczający poza gry

    Warto również zwrócić uwagę na ścieżkę dźwiękową, która zapisała się w historii. Soundtrack z Clair Obscur: Expedition 33 osiągnął coś, co wcześniej było niemożliwe – jako pierwsza muzyka z gry trafił na szczyty mainstreamowych list przebojów. To pokazuje, jak duży wpływ kulturowy ma ten tytuł.

    Fani muszą uzbroić się w cierpliwość, ponieważ Sandfall Interactive nie spieszy się z ogłoszeniem następnego projektu. Kiedy już to zrobią, Svedberg-Yen prawdopodobnie niechcący ujawni szczegóły. Clair Obscur: Expedition 33 jest dostępne na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series X/S. Gra zdobyła już ponad 21 nagród GOTY i wciąż walczy o kolejne.


    Źródła

  • Kolejna gra twórców Super Mario Odyssey zaczerpnie pomysły z Donkey Kong Bananza

    Kolejna gra twórców Super Mario Odyssey zaczerpnie pomysły z Donkey Kong Bananza

    Kenta Motokura, reżyser odpowiedzialny za Super Mario Odyssey i Donkey Kong Bananza, w wywiadzie ujawnił, że pomysły z Donkey Kong Bananza będą inspiracją dla jego kolejnego projektu. Japoński twórca nie podał jeszcze szczegółów dotyczących nowej produkcji, ale fani Nintendo mają nadzieję na powrót trójwymiarowego Mario.

    Kluczowe informacje

    • Kenta Motokura zapowiedział, że pomysły z Donkey Kong Bananza trafią do jego kolejnej gry.
    • Donkey Kong Bananza wcześniej inspirowała się rozwiązaniami z Super Mario Odyssey.
    • Nintendo Switch 2 może otrzymać nową odsłonę 3D Mario jeszcze w tym roku.
    • Premiera Donkey Kong Bananza miała miejsce w lipcu 2025 roku i gra pozostaje jednym z najlepiej ocenianych tytułów na nową konsolę.

    Co powiedział Motokura?

    W rozmowie z serwisem GamesRadar+ Kenta Motokura stwierdził: "Spodziewam się, że tak właśnie będzie – niektóre pomysły z Donkey Kong Bananza dostarczą nam wskazówek na przyszłość, również przy naszym kolejnym tytule". To wyraźna deklaracja od osoby, która odpowiada za dwa znaczące hity Nintendo.

    Motokura nie ujawnił jednak, czy jego zespół pracuje już nad następcą Super Mario Odyssey. Od premiery tej gry minęło już dziewięć lat – wyszła w 2017 roku na pierwszego Switcha. Gracze czekają na nową trójwymiarową odsłonę przygód Mario z rosnącą niecierpliwością, a presja na twórców jest duża.

    Cykl inspiracji między grami Nintendo

    Cykl inspiracji między grami Nintendo
    Źródło: images.gram.pl

    Interesująco przedstawia się łańcuch wzajemnych zapożyczeń. Donkey Kong Bananza, która zadebiutowała w lipcu 2025 roku, wcześniej czerpała z Super Mario Odyssey. Deweloperzy przyznawali, że mechaniki eksploracji i projekt poziomów oparto na rozwiązaniach sprawdzonych w Mario.

    Teraz rolę inspiratora przejmuje Donkey Kong Bananza. Zespół Motokury traktuje swoje gry jako ewoluujący organizm – każda nowa produkcja uczy się od poprzedniczki, niezależnie od marki. Donkey Kong Bananza inspirowała się również klasycznym Super Mario Bros. z 1985 roku, co pokazuje głębokie korzenie tych zapożyczeń.

    Czego możemy się spodziewać?

    Donkey Kong Bananza wprowadziła na Nintendo Switch 2 nowe pomysły związane z destrukcją otoczenia i bardziej fizycznym podejściem do platformówek. Jeśli te elementy trafią do nowego Mario, gra może znacząco różnić się od Odyssey. W Odyssey dominowało płynne przeskakiwanie między światami za pomocą czapki Cappy – w nowym tytule może pojawić się więcej brutalnej siły i przekształcania terenu.

    Wielu graczy zastanawia się, czy Nintendo zdecyduje się na bezpośredniego sequela Odyssey, czy raczej podąży w zupełnie nowym kierunku. Fakt, że Donkey Kong Bananza niedawno zyskała polską wersję językową, pokazuje rosnące znaczenie lokalizacji w strategii Nintendo.

    Kenta Motokura na razie nie ujawnia szczegółów. Jeśli jego następna gra okaże się nowym trójwymiarowym Mario, będzie to jedna z najważniejszych premier na Nintendo Switch 2. Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia tego reżysera, oczekiwania są wysokie.


    Źródła

  • Powrót do przeszłości z dylematem – czy warto sięgnąć po Pokémon FireRed/LeafGreen na Switchu?

    Powrót do przeszłości z dylematem – czy warto sięgnąć po Pokémon FireRed/LeafGreen na Switchu?

    Kiedy myślę o swoich pierwszych krokach w świecie Pokémon, przed oczami stają mi pikselowe stworki na małym, podświetlanym ekranie GameBoya. Nostalgia za tamtymi czasami jest silna, ale czy w 2026 roku wystarczy, by uzasadnić zakup niemal niezmienionych portów gier z 2004 roku? Nintendo postanowiło uczcić 30-lecie serii, wydając Pokémon FireRed/LeafGreen na konsolach Switch i Switch 2. To klasyczne opowieści o podróży po regionie Kanto, odświeżone niegdyś na GameBoya Advance, a teraz przeniesione na współczesny sprzęt. Jednak sposób, w jaki to zrobiono, budzi mieszane uczucia – od zachwytu nad wiernością oryginałom, po konsternację związaną z ceną i brakiem nowoczesnych udogodnień. Sprawdźmy, co dokładnie otrzymujemy w tych wydaniach i dla kogo jest to propozycja.

    Pokémon FireRed/LeafGreen na Switch – najważniejsze informacje

    • 180 złotych – tyle trzeba zapłacić za obie gry, kupowane osobno po 89,80 zł za sztukę, podczas gdy darmowy emulator GBA jest dostępny w ramach abonamentu NSO.
    • Porty, nie remastery – gry nie doczekały się żadnych ulepszeń graficznych czy mechanicznych poza dwoma nowymi biletami na legendarne Pokémony.
    • Mystic i Aurora Tickets – po pokonaniu Elitarnej Czwórki gracze otrzymują przedmioty umożliwiające złapanie Lugii, Ho-oha i Deoxysa, które w 2004 roku były dostępne wyłącznie na eventach.
    • Brak trybu online – wymiana i walki z innymi graczami działają tylko lokalnie, przez bezprzewodowe łącze, co jest wierne oryginałom, ale rozczarowuje w erze globalnej łączności.
    • Kompatybilność z Pokémon Home – w przyszłości będzie można przenosić stworki do aplikacji Home, ale funkcja nie jest jeszcze dostępna.

    Czym są Pokémon FireRed/LeafGreen i dlaczego wracają?

    Oryginalne Pokémon Red i Green zadebiutowały w Japonii w 1996 roku, szybko stając się globalnym fenomenem. Na Zachód trafiły wersje Red i Blue, a gracze musieli wymieniać się Pokémonami, by skompletować cały 150-gatunkowy katalog. Osiem lat później, w 2004 roku, na GameBoya Advance pojawiły się Pokémon FireRed/LeafGreen – ulepszone graficznie i mechanicznie remake’i, które dodały nowe stworki, obszary i funkcje. Były one mostem między klasycznym Kanto a nową generacją konsol. Teraz, w 2026 roku, Nintendo wrzuca te tytuły na eShop Switcha, celując w falę nostalgii towarzyszącą trzydziestoleciu marki. Nie są to jednak odświeżone wersje – to czyste porty, które wyglądają i grają dokładnie tak, jak dwie dekady temu. Dla jednych to skarb, dla innych powód do frustracji.

    Nostalgia w czystej postaci – zalety powrotu do Kanto

    Nostalgia w czystej postaci – zalety powrotu do Kanto
    Źródło: images.gram.pl

    Uruchomienie Pokémon FireRed na Switchu to jak otwarcie starego albumu ze zdjęciami. Pikselowa grafika, chiptune’owe dźwięki i znajome lokacje – od Pallet Town po Viridian City – momentalnie przywołują wspomnienia dzieciństwa spędzonego z GameBoyem w dłoni. Dla osób, które dorastały na przełomie wieków, jest to doświadczenie niemal terapeutyczne. Gra nie próbuje być nowoczesna: brak tu dodatkowych questów, usprawnionego interfejsu czy balansu trudności. To ta sama podróż, w której wybieramy jednego z trzech starterów (Charmander, Squirtle lub Bulbasaur), zdobywamy odznaki i mierzymy się z Drużyną R.

    Największym smaczkiem dla weteranów są wspomniane bilety na legendarne Pokémony. W 2004 roku zdobycie Lugii czy Deoxysa graniczyło z cudem – trzeba było być na specjalnych eventach organizowanych przez Nintendo. Dziś są one dostępne od razu po ukończeniu głównego wątku, co stanowi miły ukłon w stronę graczy i eliminuje konieczność uciekania się do nieoficjalnych metod. Dzięki temu kompletowanie Pokédexa staje się przyjemniejsze i bardziej satysfakcjonujące.

    Nowoczesność kontra wierność – gdzie leży problem?

    Pomimo wzruszeń, trudno oprzeć się wrażeniu, że Nintendo potraktowało te wydania po macoszemu. Największą bolączką jest cena – 89,80 zł za jedną grę to kwota, która na tle innych pozycji w eShopie może wydawać się wygórowana. Tym bardziej, że w ramach abonamentu Nintendo Switch Online (NSO) abonenci mają dostęp do darmowego emulatora GameBoya Advance z pokaźną biblioteką hitów. Pokémon FireRed/LeafGreen w takiej formie idealnie pasowałyby do tego katalogu, ale Nintendo postanowiło sprzedawać je osobno.

    Brak trybu online to kolejny zgrzyt. W 2004 roku lokalna wymiana przez kabel była standardem – teraz, w czasach globalnej łączności, wydaje się anachronizmem. Możliwość walk z przyjaciółmi z drugiego końca świata dodałaby grom drugie życie i zachęciła nowych graczy. Zamiast tego dostajemy tylko opcję lokalnego spotkania, co dla wielu będzie kompletną abstrakcją. Obiecana kompatybilność z Pokémon Home to jedyny powiew przyszłości, ale jej brak w dniu premiery studzi entuzjazm.

    Dla kogo jest to propozycja?

    Pokémon FireRed/LeafGreen na Switchu to tytuły stworzone z myślą o bardzo konkretnej grupie: purystach i nostalgikach, dla których liczy się autentyczność doznań. Jeśli masz ciepłe wspomnienia z GameBoya Advance, a dotykowe sterowanie nie jest dla Ciebie przeszkodą, te porty mogą być interesującą propozycją. Jednak dla nowych graczy, którzy oczekują nowoczesnych rozwiązań i funkcji, mogą one okazać się rozczarowujące.


    Źródła

  • Kosztowna lekcja Bungie: sprzedaż Marathonu daleka od zwrotu gigantycznego budżetu

    Kosztowna lekcja Bungie: sprzedaż Marathonu daleka od zwrotu gigantycznego budżetu

    Minął już ponad tydzień od premiery Marathonu, a analitycy wskazują, że najnowsza strzelanka Bungie ma poważne trudności z osiągnięciem rentowności. Gra zebrała pozytywne recenzje, jednak liczby pokazują, że do wyjścia na zero potrzeba sprzedać jeszcze kilka milionów egzemplarzy.

    Kluczowe fakty

    • Marathon znalazł na Steamie około 911-975 tysięcy nabywców, a łącznie z konsolami może mieć ponad 4,1 miliona kopii.
    • Budżet produkcji wyniósł nawet 250 milionów dolarów, a cenę detaliczną obniżono do 40 dolarów zamiast standardowych 70.
    • Aby gra wyszła na zero, Bungie musi sprzedać od 12 do 15 milionów egzemplarzy, co wynika z obliczeń społeczności.
    • Pomimo krytyki, Marathon cieszy się 88% pozytywnych recenzji na Steamie.

    Szacunki kontra rzeczywistość

    Na razie brak jest oficjalnych danych sprzedażowych. Analitycy z platform Gamalytic i PlayTracker szacują, że na samym Steamie Marathon trafił do około 911-975 tysięcy graczy. To przyzwoite liczby, ale warto zauważyć, że Bungie historycznie lepiej radziło sobie na konsolach.

    Na przykład w Destiny 2, na początku marca 78% użytkowników grało na PlayStation i Xboksie. Gdyby ten stosunek przełożyć na Marathon, mogłoby to oznaczać dodatkowe 3,2 miliona kopii na konsolach. Łącznie dałoby to ponad 4,1 miliona sprzedanych egzemplarzy.

    Jednakże, sytuacja jest bardziej skomplikowana.

    Matematyka, która nie kłamie

    Matematyka, która nie kłamie
    Źródło: images.gram.pl

    Produkcja Marathonu kosztowała podobno nawet 250 milionów dolarów. To znaczna kwota, zwłaszcza że Bungie, we współpracy z Sony, zdecydowało się na ryzykowną strategię cenową. Zamiast standardowych 70 dolarów, gra została wyceniona na 40. Powód? Rynek sieciowych strzelanek jest nasycony, a konkurencja często oferuje swoje tytuły za darmo.

    Niższa cena oznacza mniejszy przychód z każdej kopii. Społeczność przeprowadziła własne wyliczenia, które wskazują, że aby Marathon wyszedł na zero, Bungie musi sprzedać od 12 do 15 milionów egzemplarzy.

    To oznacza, że potrzebne jest jeszcze dziesięć milionów więcej niż dotychczasowe szacunki.

    Cień wiszący nad Bungie

    Cień wiszący nad Bungie
    Źródło: images.gram.pl

    Ironią jest to, że Marathon nie jest złą grą. Na Steamie pozytywne recenzje stanowią 88% spośród blisko 23 tysięcy opinii. Problem polega na tym, że same oceny nie wystarczą, aby zadowolić Sony. Japoński gigant zainwestował ponad 3 miliardy dolarów w przejęcie studia i oczekuje, że inwestycja zacznie przynosić zyski.

    Jeśli Marathon nie spełni oczekiwań finansowych, konsekwencje dla Bungie mogą być poważne. Spekuluje się o możliwych dużych zmianach w studiu. Najbliższe tygodnie będą kluczowe – nie tylko dla samej gry, ale i dla przyszłości zespołu odpowiedzialnego za Halo i Destiny.

    Sytuacja przypomina historię Concorda, chociaż wyniki Marathonu są na razie lepsze od tamtej katastrofy. Wciąż jednak daleko im do poziomu, który zadowoliłby wydawcę.

    Co dalej z extraction shooterem?

    Marathon trafił na rynek w trudnym momencie. Gatunek extraction shooterów ma już uznanych graczy, takich jak Escape from Tarkov czy Hunt: Showdown. Nawet Arc Raiders, który wielu skreślało, zdołał utrzymać solidną bazę użytkowników.

    Pytanie brzmi, czy Marathon znajdzie swoją niszę i czy Bungie przyciągnie nowych graczy w kolejnych tygodniach. Na razie liczby sugerują, że droga do 15 milionów kopii będzie długa i wyboista, a Sony nie słynie z cierpliwości wobec projektów, które nie przynoszą zysków.


    Źródła

  • Silent Hill f z tytułem gry roku — ale tylko w Japonii

    Silent Hill f z tytułem gry roku — ale tylko w Japonii

    Najnowsza odsłona kultowej serii horrorów, Silent Hill f, zdobyła tytuł Gry Roku 2025 podczas japońskiej gali Famitsu Dengeki Game Awards 2025. Produkcja Konami i studia NeoBards Entertainment zdobyła łącznie trzy nagrody, co potwierdza udany powrót marki po latach przerwy. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to zwycięstwo w globalnym plebiscycie The Game Awards, gdzie główną nagrodę otrzymało Clair Obscur: Expedition 33.

    Co warto wiedzieć o sukcesie Silent Hill f

    • Famitsu Dengeki Game Awards 2025 przyznało grze tytuł GOTY oraz nagrody dla studia i aktorki głównej roli.
    • Horror Game Awards 2025 uhonorowało produkcję statuetkami za najlepszy horror, fabułę i osiągnięcia techniczne.
    • The Game Awards 2025 — Silent Hill f nie zdobyło tam głównej nagrody; zwyciężyło Clair Obscur: Expedition 33.
    • Golden Joystick Awards 2025 przyniosły grze jedynie nominację w kategorii Ultimate Game of the Year.

    Japonia doceniła powrót legendy

    Famitsu Dengeki Game Awards to wyróżnienia przyznawane przez czytelników popularnego japońskiego magazynu Famitsu. Tegoroczna edycja przyniosła zaskoczenie — Silent Hill f zdobyło miano Gry Roku oraz nagrodę dla najlepszego studia. NeoBards Entertainment, tajwański deweloper odpowiedzialny za produkcję, został doceniony za przeniesienie akcji horroru do japońskiego miasteczka Ebisugaoka lat 60.

    Trzecią statuetkę odebrała Konatsu Kato, japońska aktorka wcielająca się w główną bohaterkę Hinako Shimizu. Jej występ uznano za najlepszą kreację aktorską podczas gali. Co ciekawe, to właśnie japoński rynek, znany z wysokich wymagań wobec rodzimych produkcji, najmocniej docenił grę, która odchodzi od amerykańskich korzeni serii.

    Nie tylko Famitsu — horror roku w wielu plebiscytach

    Nie tylko Famitsu — horror roku w wielu plebiscytach
    Źródło: images.gram.pl

    Sukces Silent Hill f nie ogranicza się wyłącznie do japońskiego podwórka. Podczas Horror Game Awards 2025 produkcja zdobyła trzy wyróżnienia: najlepszy horror roku, najlepsza fabuła oraz osiągnięcia techniczne. Grand Game Awards 2025 również uznało ją za najlepszą grę horrorową minionego roku.

    Jednak w kategorii graczy sytuacja wygląda nieco inaczej. Społeczność horrorów jako najlepszy tytuł 2025 roku wskazała projekt "No, I'm Not Human" rosyjskiego studia Trioskaz. To pokazuje różnice między wyborami krytyków a preferencjami samych graczy. Silent Hill f zbiera laury głównie od branżowych gremiów.

    GOTY to nie zawsze The Game Awards

    W sieci łatwo o nieporozumienia. Gdy pojawia się informacja, że Silent Hill f zdobyło tytuł Gry Roku, wielu automatycznie zakłada zwycięstwo w The Game Awards — najbardziej rozpoznawalnej gali na świecie. W grudniu 2025 roku to Clair Obscur: Expedition 33 sięgnęło po główną nagrodę, zdobywając łącznie pięć statuetek.

    Silent Hill f, wydane 25 września 2025 roku na PC, PS5 i Xbox Series X, zebrało bardzo dobre recenzje, ale w globalnych plebiscytach musiało uznać wyższość konkurencji. Tytuł GOTY od Famitsu to prestiżowe wyróżnienie, szczególnie na rynku azjatyckim — jednak nie należy go mylić z ogólnoświatowym triumfem. Gra przeżywa swój własny renesans, udowadniając, że Konami wciąż potrafi tworzyć horrory z prawdziwego zdarzenia.


    Źródła

  • ZA/UM z rozbrajającą szczerością o porównaniach Disco Elysium i Zero Parades: „Liczy się ostatnia złowiona ryba”

    ZA/UM z rozbrajającą szczerością o porównaniach Disco Elysium i Zero Parades: „Liczy się ostatnia złowiona ryba”

    Scenarzysta studia ZA/UM, Siim „Kosmos” Sinamäe, odniósł się do porównań między kultowym Disco Elysium a nadchodzącym Zero Parades, mówiąc: „Liczy się ostatnia złowiona ryba”. W rozmowie z PC Gamerem przytoczył rosyjskie powiedzenie, które dobrze oddaje filozofię zespołu — na rybach nie ma carów, bo jesteś tak dobry, jak ostatnia złowiona sztuka.

    Zero Parades wobec dziedzictwa Disco Elysium — co warto wiedzieć

    • Siim Sinamäe studzi oczekiwania: „wyniki z przeszłości nie są gwarancją przyszłych zysków”.
    • Zero Parades korzysta z mechanik znanych z Disco Elysium, ale wprowadza nowe rozwiązania.
    • Gra powstaje w londyńskim biurze ZA/UM — studio przeszło gruntowne zmiany po zwolnieniach kluczowych twórców w 2021 roku.
    • Premiera tytułu planowana jest na 2026 rok, a do gry należy podejść z nową uwagą wobec innych produkcji fantasy.

    Nowe ZA/UM — stara dusza w nowej rzeczywistości

    Disco Elysium w 2019 roku zadebiutowało na rynku i szybko stało się jedną z najlepiej ocenianych gier w historii oraz fenomenem kulturowym. Jednak za tym sukcesem nie poszły kolejne projekty — zamiast tego rozpoczęła się sądowa batalia.

    W 2021 roku zwolniono kluczowych twórców: Roberta Kurvitza, Helen Hindpere i Aleksandra Rostova. Później studio anulowało projekt osadzony w uniwersum Disco Elysium, a kolejne zwolnienia miały miejsce w 2024 roku. Obecnie ZA/UM działa z biura w Londynie, a zespół znacząco różni się od tego, który stworzył oryginał.

    Mimo tych trudności, ekipa nie traci optymizmu. Sinamäe podkreśla, że nie chcą myśleć w kategoriach: „zrobiliśmy to raz, więc teraz już tam jesteśmy”. Codzienne stawianie sobie wyzwań to ich nowa mantra.

    Mechaniki, które łączą i dzielą

    Mechaniki, które łączą i dzielą
    Źródło: images.gram.pl

    Pod względem stylu i rozgrywki Zero Parades czerpie z DNA Disco Elysium. To nadal RPG skupione na dialogach, eksploracji i wewnętrznych przeżyciach postaci. Twórcy wprowadzili jednak nowe rozwiązania — gracze mogą „popychać” stan psychiczny bohatera, aby zwiększyć szanse powodzenia testów. Każde takie działanie ogranicza jednak aktualną kondycję psychiczną postaci.

    Powtórzenie sukcesu będzie trudne. Disco Elysium w momencie premiery nie miało konkurencji. Dziś rynek wygląda inaczej — Esoteric Ebb, wydane na początku marca, zdobyło 96% pozytywnych recenzji na Steamie. Dodatkowo, były pracownicy ZA/UM zakładają nowe studia, które również pracują nad grami w podobnym stylu.

    Rosyjska mądrość zamiast korporacyjnych obietnic

    Powiedzenie przytoczone przez Sinamäe brzmi w oryginale: „Na rybach nie ma carów”. Sens jest prosty — nie ma znaczenia, jak wielką rybę złowiłeś pół roku temu. Liczy się tylko to, co masz dzisiaj. W kontekście ZA/UM to bardzo trafna metafora.

    Studio nie składa obietnic. Nie słyszymy korporacyjnych frazesów o „przełomowych doświadczeniach” czy „rewolucyjnych rozwiązaniach”. Zamiast tego dostajemy szczerość: wyniki z przeszłości nie gwarantują przyszłych zysków. Choć brzmi to jak cytat z giełdowego poradnika, w ustach scenarzysty nabiera zupełnie innego wymiaru.

    Zero Parades będzie musiało obronić się samo. Bez taryfy ulgowej, bez nostalgii za Disco Elysium i bez usprawiedliwień trudną historią studia. Tak jak mówi Sinamäe — każdy dzień to nowe wyzwanie, a ryby nie pytają o tytuły.


    Źródła

  • Nowa gra twórcy Silent Hilla już w produkcji. Bokeh Game Studio szuka odważnych deweloperów

    Nowa gra twórcy Silent Hilla już w produkcji. Bokeh Game Studio szuka odważnych deweloperów

    Keiichiro Toyama, reżyser pierwszego Silent Hilla, ogłosił rozpoczęcie prac nad nowym projektem swojego tokijskiego studia Bokeh Game Studio. W osobistym wpisie podkreślił, że jego zespół nie zamierza iść na kompromisy — „nie tworzymy rzeczy, które mógłby przygotować ktokolwiek inny”. To wskazuje, że nowa gra będzie znacznie bardziej innowacyjna niż typowy produkt rynkowy.

    Kluczowe informacje o nowym projekcie

    • Keiichiro Toyama potwierdził start preprodukcji — całe studio Bokeh Game Studio pracuje już nad nową grą.
    • Projekt nie będzie kontynuacją Slitterheada — debiutanckiego horroru studia z 2024 roku.
    • Zespół przechodzi przez fazę „prób i błędów”, szukając unikalnego kierunku artystycznego.
    • Trwa rekrutacja — Toyama zachęca twórców do dołączenia na wczesnym etapie, gdy ich decyzje bezpośrednio ukształtują fundamenty gry.

    Studio z misją wykraczającą poza horror

    Bokeh Game Studio powstało w 2020 roku, a jego trzon tworzą weterani japońskiej branży gier. Obok Toyamy pracują tam Kazunobu Sato, producent „The Last Guardian”, oraz Junya Okura, który współtworzył serię Siren i pomagał przy „Gravity Rush”. Ta mieszanka doświadczeń z horroru psychologicznego i bardziej artystycznych produkcji definiuje DNA studia.

    Ich debiut, „Slitterhead”, zadebiutował na rynku w listopadzie 2024 roku. Gra była powrotem Toyamy do gatunku horroru, osadzona w azjatyckiej metropolii opanowanej przez pasożytnicze istoty. Choć tytuł zebrał mieszane recenzje (średnia ocen na Metacriticu wynosiła od 62 do 68 punktów, w zależności od platformy), Toyama traktuje go jako kluczowy etap. W swoim wpisie przyznał, że ukończenie debiutanckiego projektu było momentem, w którym studio wreszcie „stanęło na linii startu”.

    Filozofia oryginalności zamiast bezpiecznych sequeli

    Filozofia oryginalności zamiast bezpiecznych sequeli
    Źródło: images.gram.pl

    Nowa gra nie będzie kontynuacją ani „Slitterhead”, ani żadnej z wcześniejszych marek Toyamy — Silent Hill i Siren są własnością Konami oraz Sony. Twórca odciął się od swojej przeszłości i buduje coś zupełnie nowego. W swoim oświadczeniu podkreślił, że fundamentem studia jest obsesyjne poszukiwanie oryginalności.

    „Nie chodzi tu o zwykłe silenie się na ekscentryczność, ale o postawę, w której do samego końca nie porzucamy pytań: 'Dlaczego to tworzymy?’ i 'Dlaczego to właśnie my musimy to zrobić?’” — napisał Toyama. To rzadkie w branży, gdzie od twórców często oczekuje się powtarzania sprawdzonych formuł. Zespół chce tworzyć rzeczy, do których tylko on może dotrzeć, i szuka ludzi, którzy rezonują z tą misją mimo „rozterek i wątpliwości”.

    Czego możemy się spodziewać?

    Na razie nie podano szczegółów dotyczących gatunku, fabuły ani platform docelowych. Wiadomo jedynie, że projekt jest na bardzo wczesnym etapie — Toyama otwarcie mówi o „procesie prób i błędów”, co sugeruje, że prace są na etapie prototypowania i poszukiwania mechanik. Dla studia, które zatrudnia głównie weteranów z segmentu gier akcji i horrorów, naturalnym kierunkiem byłby powrót do mrocznej narracji. Jednak słowa o „formach wyrazu, do których tylko oni mogą dotrzeć” wskazują na eksperyment wykraczający poza utarte schematy.

    Toyama zachęca zewnętrznych deweloperów do aplikowania już teraz, argumentując, że dołączenie na tak wczesnym etapie daje rzadką szansę głębokiego wpływu na fundamenty dzieła. To nie tylko rekrutacja, ale także sygnał, że projekt może ewoluować w zależności od tego, kto dołączy do zespołu.

    Podsumowanie

    Bokeh Game Studio wchodzi w nowy rozdział z jasno określoną misją — tworzenia gier, które nie mogłyby powstać nigdzie indziej. To podejście, zwłaszcza po mieszanym przyjęciu debiutanckiego „Slitterhead”, jest odważne. Toyama zdaje się nie przejmować presją rynku. Zamiast bezpiecznej kontynuacji stawia na ryzyko i artystyczną integralność — wartości, które ponad dwie dekady temu pozwoliły mu stworzyć Silent Hill, grę uznawaną za kamień milowy psychologicznego horroru.


    Źródła