Kategoria: Gry wideo

  • Marathon wprowadza tryb dla duetów – teraz wystarczy tylko jeden kompan

    Marathon wprowadza tryb dla duetów – teraz wystarczy tylko jeden kompan

    Marathon wprowadza tryb dla dwuosobowych zespołów. Bungie ogłosiło, że od 18 marca od godziny 18:00 czasu polskiego gracze będą mogli testować rozgrywkę w parach, rezygnując z obowiązkowego dotąd trzyosobowego składu. To tymczasowy eksperyment, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, może zostać na stałe.

    Co nowego w Marathonie – najważniejsze fakty

    • Tryb dla duetów startuje 18 marca o 18:00 i potrwa około dwóch tygodni.
    • Nowy wariant dostępny jest tylko na jednej mapie – Perimeter.
    • Domyślnie Marathon wymaga ekipy trzyosobowej; teraz wystarczy tylko jeden kompan.
    • Reżyser gry Joe Ziegler przyznaje, że to wersja eksperymentalna – niedopracowana, ale oddana graczom do testów.
    • Bungie nie wyklucza, że duety staną się stałą kolejką w przyszłości.

    Dlaczego duety to spora zmiana

    Marathon od premiery 5 marca 2026 roku stawiał wyłącznie na trzyosobowe drużyny. Nie było opcji gry we dwóch – albo zbierało się pełny skład, albo w ogóle nie wchodziło się do rozgrywki. Dla wielu graczy stanowiło to barierę. Nie każdy ma pod ręką dwóch zaufanych kompanów gotowych wskoczyć na serwer w tym samym momencie.

    Teraz Bungie postanowiło to sprawdzić. Tryb dla duetów to eksperyment czysto testowy – ograniczony czasowo i przestrzennie. Zagramy tylko na mapie Perimeter, a całość potrwa około dwóch tygodni. Deweloperzy chcą zebrać dane, zobaczyć, jak tryb wpływa na balans i dynamikę starć, a dopiero potem zdecydować o jego przyszłości.

    Podejście to ma sens. Marathon to sieciowy FPS z gatunku extraction shooter, gdzie każda decyzja taktyczna ma znaczenie. Zmiana liczebności drużyny z trzech na dwie osoby zmienia charakter rozgrywki – mniej osób do osłony, inny podział łupów, szybsze tempo.

    Co mówi reżyser gry

    Co mówi reżyser gry
    Źródło: images.gram.pl

    Joe Ziegler, reżyser Marathona, nie ukrywa, że łatka jest surowa. W swoim oświadczeniu przyznał, że „niektóre elementy mogą być nieco niedopracowane”. Deweloperzy zdają sobie sprawę, że to wersja robocza. Zamiast szlifować ją miesiącami za zamkniętymi drzwiami, wolą wpuścić społeczność i zebrać feedback jak najszybciej.

    Ziegler zapowiedział też, że duety nie będą ostatnim eksperymentem Bungie w Marathonie. „Wypatrujcie kolejnych” – napisał, sugerując, że studio zamierza regularnie testować nowe warianty rozgrywki. To zgodne z filozofią gier-usług: szybkie iteracje, reakcja na dane, ciągłe dostosowywanie formuły.

    Marathon – udany start z problematycznym bilansem

    Marathon zadebiutował 5 marca 2026 roku na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series X/S. W dniu premiery na Steamie bawiło się równocześnie 88 tysięcy graczy – wynik solidny, choć nie rekordowy. Szacunki mówią o około 4,1 miliona sprzedanych egzemplarzy.

    Jednak nawet te liczby mogą nie wystarczyć, by pokryć ogromne koszty produkcji. Bungie w ostatnich latach mocno zainwestowało w nowe IP, a budżet Marathona należał do najwyższych w historii studia. Czy tryb dla duetów przyciągnie nowych graczy i poprawi retencję? Tego dowiemy się w ciągu najbliższych tygodni.

    Eksperyment startuje już 18 marca wieczorem. Jeśli macie jednego zaufanego kompana i ochotę na dynamiczną strzelankę z nutką taktycznego planowania – warto sprawdzić, jak duety działają w praktyce.


    Źródła

  • Koniec marzeń o serialu Hitman od Hulu. Derek Kolstad potwierdza: „Projekt jest martwy”

    Koniec marzeń o serialu Hitman od Hulu. Derek Kolstad potwierdza: „Projekt jest martwy”

    Dziewięć lat po ogłoszeniu planów na serial „Hitman” od Hulu i Fox 21, projekt został ostatecznie anulowany. Informację potwierdził Derek Kolstad, twórca serii „John Wick”, który miał napisać scenariusz do adaptacji popularnej gry IO Interactive.

    Projekt zapowiedziano w 2017 roku z dużymi nadziejami. Zaangażowanie Kolstada, scenarzysty odpowiedzialnego za sukces serii z Keanu Reevesem oraz filmów „Nikt” z Bobem Odenkirkiem, wydawało się zapewniać wysoką jakość. Niestety, lata mijały bez postępów, aż Kolstad podczas festiwalu South by Southwest wyraził swoje rozczarowanie: „To trochę tak, jakby dostać sztyletem w pierś. Ten projekt jest już martwy”.

    • Po dziewięciu latach od zapowiedzi serial „Hitman” został oficjalnie anulowany przez Hulu i Fox 21.
    • Derek Kolstad, scenarzysta „Johna Wicka”, potwierdził fiasko projektu podczas festiwalu SXSW, wyrażając swoje rozczarowanie.
    • Mimo uznanego nazwiska, Kolstad nie zdołał znaleźć kupca na gotowy scenariusz.
    • Historia adaptacji Agenta 47 ogranicza się do dwóch słabo ocenianych filmów z lat 2007 i 2015.

    Dlaczego projekt upadł mimo mocnego nazwiska?

    Kolstad nie ukrywał frustracji. W swojej wypowiedzi podkreślił, że choć scenariusz jest gotowy, to obecna sytuacja rynkowa nie sprzyja jego realizacji. „Nikt zwyczajnie nie przyjdzie i go nie kupi” — stwierdził, dodając, że kocha świat przedstawiony w grze i postać Agenta 47.

    Problem nie leży w braku materiału czy talentu. Serialowy „Hitman” padł ofiarą zmieniających się priorytetów platform streamingowych i studia, które nie widziały w projekcie wystarczającego potencjału komercyjnego. Ironią jest, że oba wcześniejsze filmy — z Timothym Olyphantem (2007) i Rupertem Friendem (2015) — zebrały fatalne recenzje, ale pierwszy z nich zarobił 77 milionów dolarów. Drugi zakończył żywot z wynikiem 47 milionów, co przy budżecie nie pozostawiło złudzeń co do przyszłości marki na ekranie.

    Agent 47 wciąż bez godnej adaptacji

    Agent 47 wciąż bez godnej adaptacji
    Źródło: images.gram.pl

    Historia ekranizacji „Hitmana” to pasmo rozczarowań. Film z 2007 roku, choć finansowo nie najgorszy, został skrytykowany za słabą fabułę i odejście od klimatu skradankowej serii. Produkcja z 2015 roku, zatytułowana „Hitman: Agent 47”, próbowała nadać postaci nowoczesny styl, ale również nie zdobyła uznania — ani wśród recenzentów, ani widzów.

    Serial od Hulu miał być szansą na odkupienie. Kolstad, ze swoim doświadczeniem w tworzeniu oszczędnych, stylowych historii zemsty, wydawał się idealnym kandydatem do przeniesienia na ekran chłodnej profesjonalności Agenta 47. Jego „John Wick” udowodnił, że minimalistyczna akcja i wyrazisty protagonista mogą stworzyć globalny fenomen. Niestety, tym razem nawet taki atut nie wystarczył.

    Co dalej z marką?

    Wypowiedź Kolstada jasno wskazuje, że na ten moment nie ma planów dotyczących adaptacji. IO Interactive, duńskie studio odpowiedzialne za gry, koncentruje się na nowych projektach, w tym na oryginalnej marce fantasy oraz kontynuacji przygód Agenta 47 w ramach trylogii „World of Assassination”. Branża filmowa wydaje się jednak sceptycznie podchodzić do przyszłości postaci.

    Czy to koniec marzeń o dobrym filmie lub serialu o Hitmanie? Kolstad wciąż wierzy w potencjał postaci, ale realia rynkowe weryfikują takie nadzieje. Potrzebna będzie cierpliwość — lub nowe podejście producentów — by Agent 47 powrócił na ekrany w formie, na jaką zasługuje.


    Źródła

  • Test Drive Unlimited: Solar Crown — sezon 6 przyniesie sześć nowych aut i powrót misji detektywistycznych

    Test Drive Unlimited: Solar Crown — sezon 6 przyniesie sześć nowych aut i powrót misji detektywistycznych

    Studio KT Racing ujawnili pełną listę samochodów, które zadebiutują w Test Drive Unlimited: Solar Crown w szóstym sezonie. Aktualizacja ma się ukazać pod koniec marca, a wśród nowości znajduje się Alpine A110 R Ultime — limitowana, torowa wersja francuskiego coupe, która po raz pierwszy pojawi się w grze wyścigowej.

    Najważniejsze fakty

    • Sześć nowych samochodów zadebiutuje na początku sezonu 6, w tym Pagani Huayra Roadster i Lamborghini Temerario.
    • Alpine A110 R Ultime to najmocniejsza wersja A110 — 345 KM i około 20 sekund szybszy czas na Nürburgringu niż A110 R.
    • Misje detektywistyczne wracają do gry po latach nieobecności.
    • Dodge Viper SRT Coupe z pakietem VR pojawi się w aktualizacji w środku sezonu.
    • Pininfarina B95 będzie jedną z najbardziej prestiżowych nagród, dostępną dopiero na 50. poziomie Solar Pass.

    Co nowego w garażu?

    Największą nowością jest Alpine A110 R Ultime. To zmodyfikowana, torowa wersja francuskiego coupe, napędzana turbodoładowanym silnikiem 1,8 litra o mocy około 345 KM. Producent informuje, że samochód pokonuje pętlę Nordschleife o około 20 sekund szybciej niż standardowe A110 R. W grze będzie dostępny na pierwszym poziomie przepustki Solar Pass.

    Lamborghini Temerario zastąpi Huracana jako nagroda na 15. poziomie. To istotna zmiana, ponieważ Huracan był jednym z najbardziej rozpoznawalnych modeli w grze, więc gracze będą musieli przyzwyczaić się do nowej hierarchii nagród.

    Elektryczny hipersamochód Pininfarina B95 to z kolei szczyt ambicji sezonu. Będzie dostępny dopiero na 50. poziomie Solar Pass i ma pełnić rolę prestiżowej nagrody dla najbardziej wytrwałych. Otwarte nadwozie typu barchetta i ekstremalne osiągi sprawiają, że to auto wyróżnia się wśród innych.

    Powrót Pagani i Bentley w wersji limitowanej

    Powrót Pagani i Bentley w wersji limitowanej
    Źródło: images.gram.pl

    Fani serii mogą się cieszyć z powrotu marki Pagani do Test Drive Unlimited: Solar Crown. Model Huayra Roadster będzie można kupić w wirtualnym włoskim salonie za 13,5 miliona Solar Coin. Twórcy zapowiedzieli również, że w późniejszej aktualizacji poprawią dźwięk silnika V12, co powinno zadowolić miłośników włoskich jednostek napędowych.

    Bentley Continental GTC Speed Edition 12 trafi do sklepu online. To limitowana wersja z dwunastocylindrowym silnikiem, która podkreśla brytyjski charakter nowej zawartości. Mercedes-Benz SLS AMG Black Series również będzie dostępny w sklepie online, co pozwoli graczom cieszyć się tymi maszynami bez czekania na poziomy przepustki.

    Nie tylko samochody — misje, mapa i poprawki

    Szósty sezon to nie tylko nowe samochody. Do gry wracają misje detektywistyczne, które fani pamiętają z Test Drive Unlimited: Solar Crown. Gracze będą śledzić wskazane pojazdy, starając się nie dać wykryć — to zupełnie inny typ rozgrywki niż zwykłe wyścigi.

    KT Racing zapowiedziało również odświeżoną topografię wyspy Hong Kong, interaktywne sklepy odzieżowe na Ibizie oraz oficjalne części tuningowe Audi Sport Performance Parts dla modelu Audi R8 RWS. W planach jest współpraca z Michelin oraz szereg poprawek technicznych i sieciowych.

    W środku sezonu pojawi się jeszcze jeden samochód — Dodge Viper SRT Coupe z pakietem VR. Oznacza to, że w trakcie całego sezonu 6 do gry trafią łącznie siedem nowych maszyn, chociaż jedna z nich będzie dostępna później.

    Czego się spodziewać?

    Sezon 6 zapowiada się na jedną z większych aktualizacji w historii Test Drive Unlimited: Solar Crown. Sześć aut na start, dodatkowy model w środku sezonu, powrót misji detektywistycznych i zmiany na mapie — to oferta, która powinna przyciągnąć zarówno weteranów serii, jak i nowych graczy.

    Dokładna data premiery nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona, ale wszystko wskazuje na koniec marca. Jeśli KT Racing utrzyma tempo zapowiedzi, fani wyścigów na otwartym świecie mogą liczyć na solidną dawkę nowej zawartości.


    Źródła

  • Bend Studio rekrutuje i szykuje ambitny projekt AAA. Sony dało im zielone światło

    Bend Studio rekrutuje i szykuje ambitny projekt AAA. Sony dało im zielone światło

    Bend Studio ogłosiło nabór na kluczowe stanowiska w związku z nowym, wysokobudżetowym projektem AAA na konsole. To zaskakujący zwrot akcji, ponieważ jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że ekipa z Oregonu może podzielić los Bluepoint Games, które Sony niespodziewanie zamknęło.

    • Bend Studio rozpoczęło rekrutację reżysera dźwięku i producenta do nowego projektu AAA.
    • Nowa gra ma być wysokobudżetowym tytułem na konsole, osadzonym prawdopodobnie w realistycznych realiach.
    • Sony zamknęło niedawno Bluepoint Games, ale Bend Studio najwyraźniej uniknęło tego scenariusza.
    • Days Gone nie doczeka się sequela — studio może stworzyć zupełnie nową markę.

    Bend Studio wychodzi na prostą. Nowy projekt nabiera kształtów

    Na stronie PlayStation Careers pojawiły się oferty pracy wystawione przez Bend Studio. Zespół poszukuje reżysera dźwięku oraz producenta. Obie role są związane z przygotowaniami do stworzenia „kolejnego wysokobudżetowego tytułu AAA na konsole”. Szczegóły pozostają tajemnicą, ale samo ogłoszenie rekrutacji to mocny sygnał. Studio żyje i ma przed sobą ambitny plan.

    Treść ofert sugeruje, że akcja gry może być osadzona w realistycznym świecie. Pojawiły się także spekulacje, że Bend Studio powoła do życia zupełnie nową markę. Niewykluczone, że twórcy sięgną po elementy z anulowanej gry-usługi o nazwie Mirror Pond, która miała mieć militarny charakter i powstawała przez pewien czas, zanim Sony zdecydowało się ją skasować.

    Historia studia: od Syphon Filter po Days Gone

    Historia studia: od Syphon Filter po Days Gone
    Źródło: images.gram.pl

    Bend Studio przez lata kojarzone było głównie z serią Syphon Filter. Później ekipa stworzyła dwie odsłony Uncharted: Golden Abyss na PlayStation Vita. Prawdziwy przełom nastąpił jednak w 2019 roku, gdy światło dzienne ujrzało Days Gone. Gra zebrała mieszane recenzje, ale zbudowała wokół siebie oddaną społeczność fanów.

    Ci fani długo czekali na sequel. Niestety, Sony skasowało kontynuację. Potem studio zaangażowano w tworzenie gry-usługi, ale ten projekt również został anulowany. Wielu obserwatorów branży zakładało wtedy, że Bend Studio będzie kolejną ofiarą finansowej restrukturyzacji japońskiego giganta.

    Bluepoint Games zamknięte, Bend Studio przetrwało

    Kilka tygodni temu Sony ogłosiło zamknięcie Bluepoint Games — studia odpowiedzialnego za remake Demon’s Souls. Decyzja była szokująca, zwłaszcza że Bluepoint przejęto pięć lat wcześniej. Plotki wskazywały, że zespół miał przygotowywać remake Bloodborne. Zamiast tego japoński wydawca zlecił im prace nad grą-usługą osadzoną w uniwersum God of War. Finalnie projekt nie wypalił, a studio przestało istnieć.

    Wydawało się, że Bend Studio może być następne w kolejce. Jednak ogłoszenia rekrutacyjne mówią coś zupełnie innego. Japoński gigant najwyraźniej daje ekipie z Oregonu szansę na stworzenie czegoś nowego i ambitnego. Co dokładnie powstanie? Na razie można tylko spekulować. Fani Days Gone wciąż liczą na powrót do tego uniwersum, choć realistyczne przesłanki wskazują raczej na świeżą markę z militarnym zacięciem.


    Źródła

  • Onimusha: Way of the Sword na ostatniej prostej – reżyser zapowiada finisz prac

    Onimusha: Way of the Sword na ostatniej prostej – reżyser zapowiada finisz prac

    Satoru Nihei, reżyser Onimusha: Way of the Sword, potwierdził, że prace nad grą wchodzą w końcową fazę. Deweloper podziękował fanom za pozytywne reakcje po ostatnim pokazie i zasugerował, że ujawnienie konkretnej daty premiery jest już bliskie. Capcom wcześniej zapowiedział debiut produkcji na 2026 rok.

    Czego się dowiedzieliśmy

    • Końcowe etapy produkcji oznaczają, że premiera Onimusha: Way of the Sword może nastąpić szybciej, niż zakładano.
    • Capcom wciąż nie podał dokładnej daty, ale reżyser obiecuje kolejne ogłoszenia w niedalekiej przyszłości.
    • Polska wersja językowa z napisami została potwierdzona na Steam, obok wersji na PS5 i Xbox Series X/S.
    • Pozytywne komentarze pod ostatnim Capcom Spotlight dodały zespołowi energii przed finiszem prac.

    Co dokładnie przekazał reżyser?

    Na oficjalnym profilu serii Onimusha na platformie X pojawił się wpis od Satoru Niheia. Deweloper wyraził zadowolenie z odbioru ostatniego pokazu. „Bardzo dziękujemy wszystkim za pozytywne komentarze, które zamieściliście pod ostatnim Capcom Spotlight” – napisał, dodając, że zespół cieszy się z dużego zainteresowania datą premiery.

    Najważniejsze zdanie w całej wiadomości brzmiało: „Cały zespół pracuje obecnie nad końcowymi etapami produkcji”. Dla fanów czekających na powrót kultowej serii to sygnał, że wyczekiwanie dobiega końca. Reżyser poprosił też o cierpliwość i zapowiedział kolejne ogłoszenie.

    To dobra wiadomość, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych obaw – Capcom długo milczał po pierwszej zapowiedzi gry, a konkretnych informacji było niewiele.

    Kiedy premiera i na jakich platformach?

    Kiedy premiera i na jakich platformach?
    Źródło: images.gram.pl

    Choć dokładna data wciąż pozostaje tajemnicą, wiadomo, że Onimusha: Way of the Sword zadebiutuje w 2026 roku. Capcom nie zmienił tej deklaracji, a komunikat reżysera ją umacnia. Skoro prace są na finiszu, realny wydaje się termin w drugiej połowie roku – być może jesień?

    Gra zmierza na pecety oraz konsole PlayStation 5 i Xbox Series X/S. Na Steam potwierdzono już obecność polskiej wersji językowej z napisami, co jest standardem w przypadku dużych tytułów Capcomu i dobrą wiadomością dla graczy w Polsce, którzy wolą unikać angielskich dialogów.

    Czego możemy się spodziewać po nowej odsłonie?

    Onimusha: Way of the Sword to powrót serii po latach nieobecności. Ostatnia główna część, Onimusha: Dawn of Dreams, ukazała się w 2006 roku na PlayStation 2. Capcom stawia na nowoczesną oprawę graficzną, zachowując jednocześnie samurajski klimat i widowiskową walkę mieczem, z których cykl słynął.

    Z ostatniego zwiastuna wynika, że akcja osadzona będzie w historycznej Japonii z elementami nadprzyrodzonymi – to znak rozpoznawczy marki. Twórcy obiecują dynamiczny system walki i rozbudowaną fabułę. Szczegóły wciąż są skąpe, ale entuzjazm społeczności sugeruje, że Capcom idzie w dobrym kierunku.

    Co dalej z komunikacją?

    Wpis Niheia to nie tylko informacja o postępie prac. Deweloper zasugerował, że następne ogłoszenie będzie tym, na które wszyscy czekają. „Czekajcie z niecierpliwością na nasze kolejne ogłoszenie!” – napisał. To jasna zapowiedź prezentacji daty premiery.

    Capcom nie ma już wiele czasu na zwlekanie. Rok 2026 zbliża się, a konkurencja nie śpi. Fani serii liczą, że kolejny pokaz – być może na letnim evencie branżowym – przyniesie konkretne informacje. Na razie pozostaje uzbroić się w cierpliwość i wierzyć, że końcowe etapy produkcji oznaczają bliski finisz.


    Źródła

  • Fani ARC Raiders odetchnęli z ulgą. Embark Studios zmienia kontrowersyjny system matchmakingu

    Fani ARC Raiders odetchnęli z ulgą. Embark Studios zmienia kontrowersyjny system matchmakingu

    Embark Studios potwierdziło wprowadzenie znaczących zmian w systemie matchmakingu w ARC Raiders, który dobierał graczy na podstawie ich agresywności i skłonności do walk PvP. Mechanizm, który od premiery budził wiele kontrowersji, przeszedł gruntowną przebudowę. Od teraz gra śledzi zachowanie użytkowników osobno dla kolejek solo, duo i trio, co ma na celu eliminację sytuacji, w których spokojni gracze trafiali do agresywnych lobby tylko dlatego, że wcześniej grali w drużynie nastawionej na eliminowanie innych Raidersów.

    Kluczowe zmiany w ARC Raiders

    • Aggression-based matchmaking został rozdzielony – statystyki dla trybów solo, duo i trio są teraz śledzone niezależnie.
    • System wcześniej oceniał styl gry całościowo, przez co osoby preferujące PvE trafiały do lobby pełnych agresywnych graczy PvP.
    • Studio cofnęło też część kontrowersyjnych zmian balansowych, w tym obniżenie trwałości przedmiotów i osłabienie kilku broni.
    • Dialogi generowane przez AI zostały częściowo zastąpione nagraniami prawdziwych aktorów głosowych.
    • Gra sprzedała się w ponad 10 milionach egzemplarzy w niecałe dwa miesiące od premiery.

    Jak działał problematyczny system i co się zmieniło

    Mechanizm dobierania graczy według agresji działał w ARC Raiders od samego początku, ale studio długo nie potwierdzało jego istnienia. Dopiero niedawno przyznało, że algorytm analizował styl rozgrywki każdego użytkownika i przydzielał go do lobby z osobami o podobnym nastawieniu – czy to do walki z innymi graczami, czy do spokojnego zbierania zasobów i unikania konfrontacji.

    Problem polegał na tym, że system oceniał zachowanie całościowo, bez rozróżniania trybów. Ktoś, kto solo preferował eksplorację i walkę z maszynami, po kilku rozgrywkach w agresywnej drużynie nagle lądował w lobby pełnym doświadczonych przeciwników. Efekt? Frustracja, utrata cennego ekwipunku i poczucie, że gra karze za elastyczność stylu gry.

    Po aktualizacji każdy tryb – solo, duo i trio – ma własny współczynnik agresji, co teoretycznie rozwiązuje ten problem. Społeczność przyjęła zmiany z ulgą, choć nie brakuje głosów, że studio powinno było zareagować szybciej.

    Balans i dialogi – inne ustępstwa wobec graczy

    Balans i dialogi – inne ustępstwa wobec graczy
    Źródło: images.gram.pl

    To nie pierwszy raz, gdy Embark Studios wycofuje się z kontrowersyjnych decyzji pod presją fanów. Wcześniej studio cofnęło obniżenie trwałości przedmiotów i poprawiło statystyki broni, które po premierze zbyt szybko wypadały z użycia. Patch Shrouded Sky wywołał burzę – osłabił między innymi Kettle, Stitchera i Venatora, a także utrudnił wytwarzanie części przedmiotów PvE.

    Gracze narzekali też na koszt craftingu Wolfpacka, który po aktualizacji wymagał rzadkiego komponentu Rocketeer Driver. Część tych zmian została później złagodzona, co pokazuje, że studio – mimo ogromnego sukcesu komercyjnego – nie ignoruje głosu społeczności.

    Osobną kwestią były dialogi generowane przez sztuczną inteligencję. System text-to-speech, bazujący na nagraniach prawdziwych aktorów, pozwalał deweloperom szybko tworzyć nowe kwestie, ale gracze uznali je za nienaturalne i pozbawione emocji. Patrick Söderlund, prezes Embark Studios, przyznał w rozmowie z GamesIndustry.biz, że różnica jakości między głosem AI a pracą profesjonalnego aktora jest wyraźna. Część dialogów została już nagrana ponownie przez aktorów.

    Co dalej z ARC Raiders?

    Embark Studios podkreśla, że sztuczna inteligencja pozostanie narzędziem produkcyjnym, ale nie zastąpi aktorów. Studio nadal zatrudnia ich przy kolejnych aktualizacjach, a w niektórych przypadkach korzysta z licencji na wykorzystanie głosu w systemach TTS. Decyzje te pokazują, że presja społeczności potrafi realnie wpłynąć na kierunek rozwoju gry – nawet tej, która sprzedała się w ponad 10 milionach egzemplarzy w dwa miesiące.

    ARC Raiders wciąż ewoluuje, a kolejne aktualizacje prawdopodobnie przyniosą dalsze poprawki balansu i być może całkowitą rezygnację z dialogów AI. Fani extraction shooterów mogą na razie odetchnąć.


    Źródła

  • Scenarzystka Clair Obscur: Expedition 33 o przyszłości studia: „Gdybym ci powiedziała, musiałabym cię zabić”

    Scenarzystka Clair Obscur: Expedition 33 o przyszłości studia: „Gdybym ci powiedziała, musiałabym cię zabić”

    Jennifer Svedberg-Yen, główna scenarzystka Sandfall Interactive, w tajemniczy sposób skomentowała plany studia po sukcesie Clair Obscur: Expedition 33. W rozmowie z GamesRadar+ wyraziła chęć ujawnienia szczegółów, ale dodała, że nie może tego zrobić, żartując, że ujawnienie informacji mogłoby być niebezpieczne.

    Nie ma się co dziwić tej ostrożności. Gra, która zadebiutowała 24 kwietnia 2025 roku, stała się fenomenem, zdobywając więcej nagród GOTY niż Elden Ring. Ma również szansę na wyrównanie osiągnięcia Baldur's Gate 3, zdobywając tytuł gry roku w pięciu kluczowych plebiscytach branżowych.

    Najważniejsze informacje

    • Clair Obscur: Expedition 33 zdobyło rekordową liczbę nagród GOTY, przewyższając Elden Ringa.
    • Sandfall Interactive nie planuje powiększać zespołu ani iść na kompromisy z fanami.
    • Jennifer Svedberg-Yen przyznaje, że presja jest ogromna, ale studio stawia na własną wizję.
    • Soundtrack z gry jako pierwszy w historii gier trafił na szczyty list przebojów.

    Wizja ważniejsza niż oczekiwania

    Wcześniej, w rozmowie z magazynem Edge, przedstawiciele Sandfall Interactive jasno zaznaczyli, że nie zamierzają dostosowywać się do oczekiwań fanów. Szef produkcji François Meurisse stwierdził, że choć oczekiwania są ogromne, studio skupi się na swoich pomysłach.

    Svedberg-Yen dodała, że takie podejście nie jest dla niej łatwe. "Należę do osób, które zawsze chcą wszystkich zadowolić" – przyznała. Teraz, gdy Sandfall ma dużą bazę fanów, każdy z nich ma własne wyobrażenie o tym, jak powinna wyglądać kontynuacja.

    Bezkompromisowość przyczyniła się do sukcesu Clair Obscur: Expedition 33. Przed premierą twórcy zakładali, że stworzą mniejszy, niszowy projekt, żartując, że to j'RPG. Rzeczywistość przerosła ich oczekiwania.

    Co dalej z franczyzą?

    Co dalej z franczyzą?
    Źródło: images.gram.pl

    Sandfall Interactive stoi przed dylematem, z którym borykają się studia po premierze hitu. Z jednej strony bezpieczny sequel to mniejsze ryzyko, z drugiej – powielenie formuły może rozczarować społeczność, która pokochała oryginał za świeżość.

    Studio zdaje się skłaniać ku odważniejszej opcji. Nie planują powiększać zespołu, ponieważ wolą koncentrować się na tworzeniu gier niż na zarządzaniu produkcją. Mają świadomość, że startują z innej pozycji niż pięć lat temu, a doświadczenie zdobyte przy Clair Obscur: Expedition 33 stanowi solidny fundament.

    Svedberg-Yen podsumowała to w swoim stylu: "Bardzo chciałabym o tym mówić, bo jak wie mój mąż, nie potrafię dochować tajemnicy. Uwielbiam dzielić się informacjami. Chciałabym po prostu powiedzieć wszystko wszystkim. Ale nie, nie mogę".

    Fenomen wykraczający poza gry

    Warto również zwrócić uwagę na ścieżkę dźwiękową, która zapisała się w historii. Soundtrack z Clair Obscur: Expedition 33 osiągnął coś, co wcześniej było niemożliwe – jako pierwsza muzyka z gry trafił na szczyty mainstreamowych list przebojów. To pokazuje, jak duży wpływ kulturowy ma ten tytuł.

    Fani muszą uzbroić się w cierpliwość, ponieważ Sandfall Interactive nie spieszy się z ogłoszeniem następnego projektu. Kiedy już to zrobią, Svedberg-Yen prawdopodobnie niechcący ujawni szczegóły. Clair Obscur: Expedition 33 jest dostępne na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series X/S. Gra zdobyła już ponad 21 nagród GOTY i wciąż walczy o kolejne.


    Źródła

  • Kolejna gra twórców Super Mario Odyssey zaczerpnie pomysły z Donkey Kong Bananza

    Kolejna gra twórców Super Mario Odyssey zaczerpnie pomysły z Donkey Kong Bananza

    Kenta Motokura, reżyser odpowiedzialny za Super Mario Odyssey i Donkey Kong Bananza, w wywiadzie ujawnił, że pomysły z Donkey Kong Bananza będą inspiracją dla jego kolejnego projektu. Japoński twórca nie podał jeszcze szczegółów dotyczących nowej produkcji, ale fani Nintendo mają nadzieję na powrót trójwymiarowego Mario.

    Kluczowe informacje

    • Kenta Motokura zapowiedział, że pomysły z Donkey Kong Bananza trafią do jego kolejnej gry.
    • Donkey Kong Bananza wcześniej inspirowała się rozwiązaniami z Super Mario Odyssey.
    • Nintendo Switch 2 może otrzymać nową odsłonę 3D Mario jeszcze w tym roku.
    • Premiera Donkey Kong Bananza miała miejsce w lipcu 2025 roku i gra pozostaje jednym z najlepiej ocenianych tytułów na nową konsolę.

    Co powiedział Motokura?

    W rozmowie z serwisem GamesRadar+ Kenta Motokura stwierdził: "Spodziewam się, że tak właśnie będzie – niektóre pomysły z Donkey Kong Bananza dostarczą nam wskazówek na przyszłość, również przy naszym kolejnym tytule". To wyraźna deklaracja od osoby, która odpowiada za dwa znaczące hity Nintendo.

    Motokura nie ujawnił jednak, czy jego zespół pracuje już nad następcą Super Mario Odyssey. Od premiery tej gry minęło już dziewięć lat – wyszła w 2017 roku na pierwszego Switcha. Gracze czekają na nową trójwymiarową odsłonę przygód Mario z rosnącą niecierpliwością, a presja na twórców jest duża.

    Cykl inspiracji między grami Nintendo

    Cykl inspiracji między grami Nintendo
    Źródło: images.gram.pl

    Interesująco przedstawia się łańcuch wzajemnych zapożyczeń. Donkey Kong Bananza, która zadebiutowała w lipcu 2025 roku, wcześniej czerpała z Super Mario Odyssey. Deweloperzy przyznawali, że mechaniki eksploracji i projekt poziomów oparto na rozwiązaniach sprawdzonych w Mario.

    Teraz rolę inspiratora przejmuje Donkey Kong Bananza. Zespół Motokury traktuje swoje gry jako ewoluujący organizm – każda nowa produkcja uczy się od poprzedniczki, niezależnie od marki. Donkey Kong Bananza inspirowała się również klasycznym Super Mario Bros. z 1985 roku, co pokazuje głębokie korzenie tych zapożyczeń.

    Czego możemy się spodziewać?

    Donkey Kong Bananza wprowadziła na Nintendo Switch 2 nowe pomysły związane z destrukcją otoczenia i bardziej fizycznym podejściem do platformówek. Jeśli te elementy trafią do nowego Mario, gra może znacząco różnić się od Odyssey. W Odyssey dominowało płynne przeskakiwanie między światami za pomocą czapki Cappy – w nowym tytule może pojawić się więcej brutalnej siły i przekształcania terenu.

    Wielu graczy zastanawia się, czy Nintendo zdecyduje się na bezpośredniego sequela Odyssey, czy raczej podąży w zupełnie nowym kierunku. Fakt, że Donkey Kong Bananza niedawno zyskała polską wersję językową, pokazuje rosnące znaczenie lokalizacji w strategii Nintendo.

    Kenta Motokura na razie nie ujawnia szczegółów. Jeśli jego następna gra okaże się nowym trójwymiarowym Mario, będzie to jedna z najważniejszych premier na Nintendo Switch 2. Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia tego reżysera, oczekiwania są wysokie.


    Źródła

  • Powrót do przeszłości z dylematem – czy warto sięgnąć po Pokémon FireRed/LeafGreen na Switchu?

    Powrót do przeszłości z dylematem – czy warto sięgnąć po Pokémon FireRed/LeafGreen na Switchu?

    Kiedy myślę o swoich pierwszych krokach w świecie Pokémon, przed oczami stają mi pikselowe stworki na małym, podświetlanym ekranie GameBoya. Nostalgia za tamtymi czasami jest silna, ale czy w 2026 roku wystarczy, by uzasadnić zakup niemal niezmienionych portów gier z 2004 roku? Nintendo postanowiło uczcić 30-lecie serii, wydając Pokémon FireRed/LeafGreen na konsolach Switch i Switch 2. To klasyczne opowieści o podróży po regionie Kanto, odświeżone niegdyś na GameBoya Advance, a teraz przeniesione na współczesny sprzęt. Jednak sposób, w jaki to zrobiono, budzi mieszane uczucia – od zachwytu nad wiernością oryginałom, po konsternację związaną z ceną i brakiem nowoczesnych udogodnień. Sprawdźmy, co dokładnie otrzymujemy w tych wydaniach i dla kogo jest to propozycja.

    Pokémon FireRed/LeafGreen na Switch – najważniejsze informacje

    • 180 złotych – tyle trzeba zapłacić za obie gry, kupowane osobno po 89,80 zł za sztukę, podczas gdy darmowy emulator GBA jest dostępny w ramach abonamentu NSO.
    • Porty, nie remastery – gry nie doczekały się żadnych ulepszeń graficznych czy mechanicznych poza dwoma nowymi biletami na legendarne Pokémony.
    • Mystic i Aurora Tickets – po pokonaniu Elitarnej Czwórki gracze otrzymują przedmioty umożliwiające złapanie Lugii, Ho-oha i Deoxysa, które w 2004 roku były dostępne wyłącznie na eventach.
    • Brak trybu online – wymiana i walki z innymi graczami działają tylko lokalnie, przez bezprzewodowe łącze, co jest wierne oryginałom, ale rozczarowuje w erze globalnej łączności.
    • Kompatybilność z Pokémon Home – w przyszłości będzie można przenosić stworki do aplikacji Home, ale funkcja nie jest jeszcze dostępna.

    Czym są Pokémon FireRed/LeafGreen i dlaczego wracają?

    Oryginalne Pokémon Red i Green zadebiutowały w Japonii w 1996 roku, szybko stając się globalnym fenomenem. Na Zachód trafiły wersje Red i Blue, a gracze musieli wymieniać się Pokémonami, by skompletować cały 150-gatunkowy katalog. Osiem lat później, w 2004 roku, na GameBoya Advance pojawiły się Pokémon FireRed/LeafGreen – ulepszone graficznie i mechanicznie remake’i, które dodały nowe stworki, obszary i funkcje. Były one mostem między klasycznym Kanto a nową generacją konsol. Teraz, w 2026 roku, Nintendo wrzuca te tytuły na eShop Switcha, celując w falę nostalgii towarzyszącą trzydziestoleciu marki. Nie są to jednak odświeżone wersje – to czyste porty, które wyglądają i grają dokładnie tak, jak dwie dekady temu. Dla jednych to skarb, dla innych powód do frustracji.

    Nostalgia w czystej postaci – zalety powrotu do Kanto

    Nostalgia w czystej postaci – zalety powrotu do Kanto
    Źródło: images.gram.pl

    Uruchomienie Pokémon FireRed na Switchu to jak otwarcie starego albumu ze zdjęciami. Pikselowa grafika, chiptune’owe dźwięki i znajome lokacje – od Pallet Town po Viridian City – momentalnie przywołują wspomnienia dzieciństwa spędzonego z GameBoyem w dłoni. Dla osób, które dorastały na przełomie wieków, jest to doświadczenie niemal terapeutyczne. Gra nie próbuje być nowoczesna: brak tu dodatkowych questów, usprawnionego interfejsu czy balansu trudności. To ta sama podróż, w której wybieramy jednego z trzech starterów (Charmander, Squirtle lub Bulbasaur), zdobywamy odznaki i mierzymy się z Drużyną R.

    Największym smaczkiem dla weteranów są wspomniane bilety na legendarne Pokémony. W 2004 roku zdobycie Lugii czy Deoxysa graniczyło z cudem – trzeba było być na specjalnych eventach organizowanych przez Nintendo. Dziś są one dostępne od razu po ukończeniu głównego wątku, co stanowi miły ukłon w stronę graczy i eliminuje konieczność uciekania się do nieoficjalnych metod. Dzięki temu kompletowanie Pokédexa staje się przyjemniejsze i bardziej satysfakcjonujące.

    Nowoczesność kontra wierność – gdzie leży problem?

    Pomimo wzruszeń, trudno oprzeć się wrażeniu, że Nintendo potraktowało te wydania po macoszemu. Największą bolączką jest cena – 89,80 zł za jedną grę to kwota, która na tle innych pozycji w eShopie może wydawać się wygórowana. Tym bardziej, że w ramach abonamentu Nintendo Switch Online (NSO) abonenci mają dostęp do darmowego emulatora GameBoya Advance z pokaźną biblioteką hitów. Pokémon FireRed/LeafGreen w takiej formie idealnie pasowałyby do tego katalogu, ale Nintendo postanowiło sprzedawać je osobno.

    Brak trybu online to kolejny zgrzyt. W 2004 roku lokalna wymiana przez kabel była standardem – teraz, w czasach globalnej łączności, wydaje się anachronizmem. Możliwość walk z przyjaciółmi z drugiego końca świata dodałaby grom drugie życie i zachęciła nowych graczy. Zamiast tego dostajemy tylko opcję lokalnego spotkania, co dla wielu będzie kompletną abstrakcją. Obiecana kompatybilność z Pokémon Home to jedyny powiew przyszłości, ale jej brak w dniu premiery studzi entuzjazm.

    Dla kogo jest to propozycja?

    Pokémon FireRed/LeafGreen na Switchu to tytuły stworzone z myślą o bardzo konkretnej grupie: purystach i nostalgikach, dla których liczy się autentyczność doznań. Jeśli masz ciepłe wspomnienia z GameBoya Advance, a dotykowe sterowanie nie jest dla Ciebie przeszkodą, te porty mogą być interesującą propozycją. Jednak dla nowych graczy, którzy oczekują nowoczesnych rozwiązań i funkcji, mogą one okazać się rozczarowujące.


    Źródła

  • Kosztowna lekcja Bungie: sprzedaż Marathonu daleka od zwrotu gigantycznego budżetu

    Kosztowna lekcja Bungie: sprzedaż Marathonu daleka od zwrotu gigantycznego budżetu

    Minął już ponad tydzień od premiery Marathonu, a analitycy wskazują, że najnowsza strzelanka Bungie ma poważne trudności z osiągnięciem rentowności. Gra zebrała pozytywne recenzje, jednak liczby pokazują, że do wyjścia na zero potrzeba sprzedać jeszcze kilka milionów egzemplarzy.

    Kluczowe fakty

    • Marathon znalazł na Steamie około 911-975 tysięcy nabywców, a łącznie z konsolami może mieć ponad 4,1 miliona kopii.
    • Budżet produkcji wyniósł nawet 250 milionów dolarów, a cenę detaliczną obniżono do 40 dolarów zamiast standardowych 70.
    • Aby gra wyszła na zero, Bungie musi sprzedać od 12 do 15 milionów egzemplarzy, co wynika z obliczeń społeczności.
    • Pomimo krytyki, Marathon cieszy się 88% pozytywnych recenzji na Steamie.

    Szacunki kontra rzeczywistość

    Na razie brak jest oficjalnych danych sprzedażowych. Analitycy z platform Gamalytic i PlayTracker szacują, że na samym Steamie Marathon trafił do około 911-975 tysięcy graczy. To przyzwoite liczby, ale warto zauważyć, że Bungie historycznie lepiej radziło sobie na konsolach.

    Na przykład w Destiny 2, na początku marca 78% użytkowników grało na PlayStation i Xboksie. Gdyby ten stosunek przełożyć na Marathon, mogłoby to oznaczać dodatkowe 3,2 miliona kopii na konsolach. Łącznie dałoby to ponad 4,1 miliona sprzedanych egzemplarzy.

    Jednakże, sytuacja jest bardziej skomplikowana.

    Matematyka, która nie kłamie

    Matematyka, która nie kłamie
    Źródło: images.gram.pl

    Produkcja Marathonu kosztowała podobno nawet 250 milionów dolarów. To znaczna kwota, zwłaszcza że Bungie, we współpracy z Sony, zdecydowało się na ryzykowną strategię cenową. Zamiast standardowych 70 dolarów, gra została wyceniona na 40. Powód? Rynek sieciowych strzelanek jest nasycony, a konkurencja często oferuje swoje tytuły za darmo.

    Niższa cena oznacza mniejszy przychód z każdej kopii. Społeczność przeprowadziła własne wyliczenia, które wskazują, że aby Marathon wyszedł na zero, Bungie musi sprzedać od 12 do 15 milionów egzemplarzy.

    To oznacza, że potrzebne jest jeszcze dziesięć milionów więcej niż dotychczasowe szacunki.

    Cień wiszący nad Bungie

    Cień wiszący nad Bungie
    Źródło: images.gram.pl

    Ironią jest to, że Marathon nie jest złą grą. Na Steamie pozytywne recenzje stanowią 88% spośród blisko 23 tysięcy opinii. Problem polega na tym, że same oceny nie wystarczą, aby zadowolić Sony. Japoński gigant zainwestował ponad 3 miliardy dolarów w przejęcie studia i oczekuje, że inwestycja zacznie przynosić zyski.

    Jeśli Marathon nie spełni oczekiwań finansowych, konsekwencje dla Bungie mogą być poważne. Spekuluje się o możliwych dużych zmianach w studiu. Najbliższe tygodnie będą kluczowe – nie tylko dla samej gry, ale i dla przyszłości zespołu odpowiedzialnego za Halo i Destiny.

    Sytuacja przypomina historię Concorda, chociaż wyniki Marathonu są na razie lepsze od tamtej katastrofy. Wciąż jednak daleko im do poziomu, który zadowoliłby wydawcę.

    Co dalej z extraction shooterem?

    Marathon trafił na rynek w trudnym momencie. Gatunek extraction shooterów ma już uznanych graczy, takich jak Escape from Tarkov czy Hunt: Showdown. Nawet Arc Raiders, który wielu skreślało, zdołał utrzymać solidną bazę użytkowników.

    Pytanie brzmi, czy Marathon znajdzie swoją niszę i czy Bungie przyciągnie nowych graczy w kolejnych tygodniach. Na razie liczby sugerują, że droga do 15 milionów kopii będzie długa i wyboista, a Sony nie słynie z cierpliwości wobec projektów, które nie przynoszą zysków.


    Źródła