Kategoria: Kultura

  • Polski akcent na oscarowej gali: Maciek Szczerbowski i „The Girl Who Cried Pearls”

    Polski akcent na oscarowej gali: Maciek Szczerbowski i „The Girl Who Cried Pearls”

    Podczas 98. ceremonii wręczenia Oscarów Maciek Szczerbowski, polski reżyser pracujący w Kanadzie, zdobył statuetkę za najlepszy krótkometrażowy film animowany za produkcję The Girl Who Cried Pearls. To kolejny sukces Polaka w tej prestiżowej kategorii, który potwierdza silną pozycję polskiej animacji na międzynarodowej scenie filmowej.

    Najważniejsze informacje

    • Maciek Szczerbowski zdobył Oscara 2026 za krótkometrażową animację The Girl Who Cried Pearls.
    • Film opowiada historię chłopca zakochanego w dziewczynce, której łzy zamieniają się w perły – to baśniowa przypowieść o chciwości i wyborze między miłością a bogactwem.
    • Szczerbowski urodził się w Poznaniu, a jako dziesięciolatek wyemigrował z rodziną do Kanady.
    • W kategorii krótkometrażowej animacji to już trzecia polska statuetka – po Zbigniewie Rybczyńskim (1983) i Tomaszu Bagińskim (2003).

    Od Poznania po czerwony dywan w Los Angeles

    Szczerbowski wychował się w artystycznej rodzinie, a pierwsze lata życia spędził w Poznaniu. W 1981 roku rodzina opuściła Polskę tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, w atmosferze narastających napięć społecznych. Po krótkim pobycie w Europie osiedli w Kanadzie.

    W Kanadzie Szczerbowski ukończył szkołę i rozpoczął studia teatralne. Początkowo planował karierę związaną ze scenografią i kostiumografią. Zmiana nastąpiła podczas zajęć z religioznawstwa, gdzie poznał Chrisa Lavisa. To spotkanie zaowocowało założeniem w 1997 roku studia Clyde Henry Productions i wspólnymi eksperymentami z animacją poklatkową.

    Ich pierwszym dużym sukcesem był film Madame Tutli-Putli z 2007 roku. Produkcja zdobyła nagrody w Cannes i Toronto oraz była nominowana do Oscara. Samo znalezienie się w finale było znaczącym osiągnięciem – dziś, blisko dwie dekady później, para ma na koncie upragnioną statuetkę.

    O czym opowiada nagrodzony film?

    O czym opowiada nagrodzony film?
    Źródło: images.gram.pl

    The Girl Who Cried Pearls przenosi widzów do Montrealu z początku XX wieku. Głównym bohaterem jest biedny chłopiec zakochany w dziewczynce, której łzy zamieniają się w perły. Sprzedając je bezwzględnemu lombardziście, chłopiec zostaje wciągnięty w spiralę chciwości. W końcu musi wybrać – miłość czy bogactwo.

    To historia utrzymana w baśniowej konwencji, ale z wyraźnym, gorzkim przesłaniem. Animacja dostępna jest na YouTube w oryginalnej, francuskiej wersji językowej. Warto po nią sięgnąć – piętnaście minut seansu wystarczy, by zrozumieć, dlaczego Akademia doceniła ten film.

    Polska szkoła animacji w Hollywood

    Wygrana Szczerbowskiego wpisuje się w dłuższą tradycję polskich sukcesów w tej kategorii. W 1983 roku Oscara za krótkometrażową animację zdobył Zbigniew Rybczyński za Tango. Dwie dekady później, w 2003 roku, triumfował Tomasz Bagiński z Katedrą – adaptacją opowiadania Jacka Dukaja.

    Trzy statuetki w jednej kategorii to wynik, którym nie może pochwalić się wiele krajów. Świadczy o sile polskiej szkoły animacji, ale także o talencie twórców, którzy, jak Szczerbowski, rozwijają swoje umiejętności poza granicami kraju.

    Podczas odbierania nagrody reżyser podziękował przede wszystkim środowisku artystycznemu, z którym współpracował przez lata. Szczególne słowa uznania skierował w stronę Kanady – kraju, który dał mu przestrzeń do rozwoju i realizacji odważnych projektów, w tym w technologii VR, jak Strangers with Patrick Watson czy Gymnasia.


    Źródła

  • Oscary 2026: Grzesznicy z rekordem nominacji, ale to nie oni są głównym faworytem

    Oscary 2026: Grzesznicy z rekordem nominacji, ale to nie oni są głównym faworytem

    Już w nocy z niedzieli na poniedziałek odbędzie się 98. gala Oscarów 2026, a prowadzącym ceremonii ponownie będzie Conan O’Brien. Choć „Grzesznicy” Ryana Cooglera zdobyli szesnaście nominacji, co jest rekordem tej edycji, eksperci wskazują na innego faworyta. Wyścig o nagrody jest wyrównany, a w kilku kategoriach brakuje wyraźnego lidera.

    Najważniejsze informacje

    • Grzesznicy otrzymali 16 nominacji, co stanowi rekord bieżącej edycji.
    • Głównym faworytem do nagrody dla najlepszego filmu jest Jedna bitwa po drugiej Paula Thomasa Andersona.
    • Michael B. Jordan i Timothée Chalamet rywalizują o statuetkę dla najlepszego aktora, mimo że Chalamet zmaga się z kryzysem wizerunkowym.
    • Polscy widzowie będą mogli oglądać transmisję na Canal+, a na gali pojawią się polskie akcenty.

    Najlepszy film: Anderson kontra Coogler

    W kategorii najlepszego filmu wiele serwisów branżowych typuje „Jedną bitwę po drugiej”. Paul Thomas Anderson ma także szansę na pierwszego Oscara w karierze za reżyserię. Jego film zdobył już wiele nagród przedoscarowych, w tym wyróżnienie gildii scenarzystów za scenariusz adaptowany.

    Jednak Ryan Coogler nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. „Grzesznicy” zdobyli rekordową liczbę nominacji oraz wygrali w kluczowej kategorii scenariusza oryginalnego na gildii scenarzystów. Historia pokazuje, że największa liczba nominacji nie zawsze prowadzi do głównego zwycięstwa.

    Obok tych dwóch tytułów znajduje się także „Hamnet”, który może zaskoczyć w kategoriach aktorskich i adaptacyjnych. Ten film może przyciągnąć uwagę członków Akademii, jeśli zdecydują się na kameralną opowieść zamiast na wielkie produkcje.

    Aktorskie pojedynki: pewniaki i niewiadome

    Aktorskie pojedynki: pewniaki i niewiadome
    Źródło: images.gram.pl

    Rywalizacja o najlepszego aktora pierwszoplanowego jest intensywna. Michael B. Jordan zdobywał nagrody krytyków przez cały sezon, co umacnia jego pozycję. Timothée Chalamet również jest w grze, ale jego niefortunna wypowiedź mogła zaszkodzić jego wizerunkowi, co może wpłynąć na jego szanse.

    W kategorii aktorek Jessie Buckley za rolę w „Hamnet” jest niemal jednogłośnie wskazywana jako faworytka. Jej występ zbiera pozytywne recenzje, a mało prawdopodobne wydaje się, aby wróciła do domu bez nagrody.

    W kategoriach drugoplanowych sytuacja jest bardziej skomplikowana. Sean Penn („Jedna bitwa po drugiej”), Stellan Skarsgård („Wartość sentymentalna”), Amy Madigan („Zniknięcia”) i Teyana Taylor („Jedna bitwa po drugiej”) mają swoje argumenty, ale żaden z nich nie zyskał wyraźnej przewagi. To w tej kategorii mogą pojawić się największe niespodzianki wieczoru.

    Animacja i film międzynarodowy

    W kategorii filmu animowanego „K-popowe łowczynie demonów” wydają się mieć przewagę. Analizy branżowe oraz kursy bukmacherskie wskazują na tę produkcję jako faworyta, która zdominowała sezon nagród.

    W kategorii filmu międzynarodowego sytuacja jest bardziej złożona. Szwedzka „Wartość sentymentalna” cieszy się dużym uznaniem krytyków i publiczności, ale brazylijski „Tajny agent” również ma swoje atuty. Akademia często kieruje się lokalnymi gustami, więc prognozy mogą okazać się mylne.

    Emocje do ostatniej koperty

    Gala Oscarów 2026 zapowiada się jako jeden z najbardziej nieprzewidywalnych wieczorów ostatnich lat. Choć w kluczowych kategoriach widać faworytów, żaden z nich nie może czuć się pewnie. Transmisja rozpocznie się w nocy z niedzieli na poniedziałek i będzie dostępna w Polsce na Canal+. Warto zwrócić uwagę na polskie akcenty, które mogą być miłą niespodzianką dla widzów.


      Źródła

    1. 17 lat temu film „Watchmen” udowodnił, że superbohaterowie mogą być dojrzali

      17 lat temu film „Watchmen” udowodnił, że superbohaterowie mogą być dojrzali

      Dokładnie 6 marca 2009 roku do polskich kin trafiła filmowa adaptacja kultowego komiksu „Watchmen” w reżyserii Zacka Snydera. Ten film, uważany za jeden z najbardziej dojrzałych i ambitnych w gatunku superbohaterskim, zmienił sposób postrzegania tego typu produkcji, pokazując, że mogą one opowiadać złożone i mroczne historie, które wykraczają poza prosty schemat walki dobra ze złem.

      Premiera „Watchmen” była efektem wielu lat prób przeniesienia na ekran przełomowego dzieła Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa, które przez długi czas uważano za „nieekranizowalne”. Snyder, po sukcesie „300”, podjął się tego wyzwania, tworząc wizualnie wierną, ale kontrowersyjną adaptację, która do dziś budzi różne opinie wśród fanów i krytyków. Film pokazał, że istnieje przestrzeń dla autorskich projektów w kinie komiksowym, otwierając drogę dla późniejszych, bardziej mrocznych opowieści.

      Kluczowe fakty o filmie „Watchmen”

      • Data premiery – Film „Watchmen” w reżyserii Zacka Snydera miał swoją polską premierę kinową 6 marca 2009 roku. Światowa premiera odbyła się 23 lutego 2009 roku.
      • Źródło inspiracji – Produkcja jest adaptacją uznawanego za kultowy komiksu Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa z lat 80., który przez dekady uchodził za „nieekranizowalny”.
      • Główne zmiany – Najbardziej kontrowersyjną różnicą względem komiksu była zmiana finałowego planu Ozymandiasa, gdzie zamiast sztucznego kosmicznego potwora winą za katastrofę obarczono Doktora Manhattana.
      • Wpływ na gatunek – „Watchmen” utorował drogę dla ambitniejszych i mroczniejszych opowieści superbohaterskich, które wykraczają poza czarno-biały schemat Marvela z tamtego okresu.

      Alternatywna historia i dekonstrukcja bohaterstwa

      Siłą „Watchmen”, zarówno komiksu, jak i filmu, jest przedstawienie alternatywnej rzeczywistości, w której istnienie superbohaterów realnie wpłynęło na bieg historii, w tym na wynik wojny w Wietnamie. Akcja rozgrywa się w latach 80. XX wieku, w świecie pogrążonym w zimnowojennym napięciu, gdzie grupa dawnych superbohaterów, zmuszona do przejścia na emeryturę przez rządowe prawo, zostaje wciągnięta w mroczny spisek.

      Film Snydera oddaje ten niepokojący, retrofuturystyczny klimat. Szczególnie udana jest sekwencja otwierająca, rozgrywająca się do „The Times They Are a-Changin’” Boba Dylana, która w przyspieszony sposób opowiada historię tego świata. Postacie nie są idealnymi obrońcami ludzkości, lecz osobami obciążonymi traumą, frustracjami, wątpliwościami moralnymi i ludzkimi słabościami. Rorschach to fanatyk o czarno-białym postrzeganiu moralności, Komediant to cyniczny brutal, a Doktor Manhattan to niemal boska istota, która traci resztki człowieczeństwa.

      Wierność komiksowi i świadome odejścia

      Wierność komiksowi i świadome odejścia
      Źródło: images.gram.pl

      Zack Snyder jest znany z dbałości o wizualną stronę adaptacji, co widać również w „Watchmen”. Kadry filmu często są niemal fotograficznym odwzorowaniem paneli z komiksu, od scenografii po układ postaci. Ta wierność stała się znakiem rozpoznawczym produkcji i dla wielu fanów jej największą zaletą.

      Jednak reżyser wprowadził także znaczące zmiany. Poza wspomnianym zakończeniem, największą różnicą jest sposób przedstawienia scen akcji. W komiksie przemoc jest szybka i nieheroiczna, podczas gdy Snyder przedstawia ją jako widowiskowy, spowolniony balet. Rozbudowana sekwencja ucieczki Rorschacha z więzienia to popis choreografii, który bardziej przypomina jego wcześniejszy film „300” niż surowy realizm Moore’a. Te zmiany wywołują dyskusje – dla jednych są zdradą ducha oryginału, dla innych koniecznym dostosowaniem języka komiksu do wymogów kina głównego nurtu.

      Dziedzictwo „Watchmen” i ich miejsce w historii gatunku

      Niezależnie od ocen, wpływ „Watchmen” na kino superbohaterskie jest znaczący. W 2009 roku dominował jasny, pełen humoru ton wczesnej Fazy Marvela. Film Snydera stanowił jego całkowite przeciwieństwo – mroczne, gwałtowne i intelektualnie wymagające. Udowodnił, że gatunek ten ma potencjał do opowiadania dorosłych, pesymistycznych historii.

      „Watchmen” otworzył drogę dla późniejszych, bardziej ponurych i złożonych adaptacji DC Extended Universe, takich jak „Człowiek ze stali” czy „Batman v Superman”, również reżyserowanych przez Snydera. Pokazał, że ekranizacja komiksu nie musi być prosta i może podejmować tematy władzy, odpowiedzialności, moralnego relatywizmu i końca świata.

      Ponad 17 lat po premierze „Watchmen” pozostaje ważnym i samodzielnym dziełem. Film wciąż prowokuje do dyskusji, a jego ambicja i niekompromisowe podejście do źródła inspiracji budzą szacunek. Dowodzi, że pod płaszczykiem masek i peleryn jest miejsce dla ambitnego, autorskiego kina. W dobie dominacji wielkich franczyz jego brawura i unikalny styl wciąż wyróżniają się na tle innych produkcji.


      Źródła

    2. The Blood of Dawnwalker: Nadzieja Polskiego RPG w 2026 Roku

      The Blood of Dawnwalker: Nadzieja Polskiego RPG w 2026 Roku

      Studio Rebel Wolves, złożone z weteranów pracujących nad serią Wiedźmin, zapowiedziało swoją nową grę RPG, "The Blood of Dawnwalker". Tytuł, który ma zadebiutować w 2026 roku, budzi ogromne zainteresowanie graczy, czego dowodem jest milion dodanych gier do list życzeń. Deweloperzy obiecują mroczne fantasy z naciskiem na fabułę i reagujący świat.

      Kluczowe Informacje

      • Gra "The Blood of Dawnwalker" od studia Rebel Wolves ukaże się w 2026 roku.
      • Tytuł jest tworzony przez doświadczonych deweloperów, którzy pracowali przy "Wiedźminie 3".
      • Gra zaoferuje mroczny świat fantasy, rozbudowaną narrację i mechaniki reagujące na wybory gracza.
      • Potwierdzono obecność rozbudowanych wątków romansowych oraz nieliniowego działania głównego antagonisty.
      • Deweloperzy zaprezentowali nowy, klimatyczny zwiastun i główny motyw muzyczny gry.

      Mroczny Świat i Reagująca Fabuła

      "The Blood of Dawnwalker" przeniesie graczy do mrocznego, autorskiego świata fantasy, który ma być pierwszą częścią większego uniwersum. Twórcy kładą nacisk na dojrzałą opowieść, w której kluczową rolę odgrywać będą konflikty, przemiany bohaterów i ciężar podejmowanych decyzji. Zapowiedziano, że fabuła będzie nieliniowa i będzie długofalowo reagować na działania gracza. Szczególnie interesująco zapowiada się mechanika nieliniowego funkcjonowania głównego antagonisty, wampira Brencisa, który będzie modyfikował świat gry i reagował na poczynania gracza, wysyłając za nim pościgi czy wprowadzając blokady w miastach.

      Rozbudowane Relacje i Wyzwania

      Mateusz Tomaszkiewicz, główny projektant questów z "Wiedźmina 3", ujawnił, że w "The Blood of Dawnwalker" pojawią się rozbudowane wątki romansowe z wybranymi postaciami. Studio Rebel Wolves nie ujawniło jeszcze szczegółów na temat tych relacji. Gra ma również oferować wyzwania związane z byciem wampirem, w tym decyzje dotyczące posilania się krwią NPC, co wpłynie na rozwój fabuły.

      Wizualna i Dźwiękowa Uczta

      Nowy zwiastun gry, stworzony na silniku Unreal Engine 5, zachwyca szczegółowością lokacji i postaci, prezentując mroczną atmosferę świata. Od zamglonych lasów po monumentalne ruiny, wszystko to buduje ciężki i dojrzały klimat "dark fantasy". Uzupełnieniem wizualnej strony jest główny motyw muzyczny, skomponowany przez Nikolę Kołodziejczyka i wykonany przez Orkiestrę Kameralną Miasta Tychy, z wokalem Karoliny Matuszkiewicz i solówką skrzypcową Kacpra Malisza. Deweloperzy zapewniają, że w nadchodzących miesiącach gracze mogą spodziewać się kolejnych materiałów przybliżających rozgrywkę i fabułę.

      Perspektywy na Przyszłość

      Choć dokładna data premiery "The Blood of Dawnwalker" wciąż pozostaje tajemnicą, studio Rebel Wolves potwierdziło, że gra ukaże się w 2026 roku. Deweloperzy podkreślają, że priorytetem jest jakość i spójność projektu, a gra nie jest zagrożona przesunięciem na kolejne lata. Zainteresowanie tytułem jest ogromne, a jego twórcy mają nadzieję, że "The Blood of Dawnwalker" stanie się jednym z najważniejszych debiutów gatunku RPG w nadchodzących latach.

      Źródła

    3. Serial ma nowy podcast, a fani domagają się powrotu korzeni

      Serial ma nowy podcast, a fani domagają się powrotu korzeni

      Serial Productions, ten sam zespół stojący za kultowym już podcastem true crime, który zmienił branżę audio, właśnie wypuścił nowy program. Nazywa się „The Preventionist” i jest już dostępny wszędzie tam, gdzie słucha się podcastów.

      To kolejny krok dla studia po ogromnym sukcesie wcześniejszych sezonów. Serial od dawna nie jest już tylko jedną historią – to marka, która eksperymentuje z różnymi formatami i tematami. „The Preventionist” wpisuje się w tę ewolucję.

      Co ciekawe, premierze towarzyszą wyraźne głosy z powrotem do przeszłości. Usunąć lub poprawić na „Jedna z recenzji podcastu z grudnia 2025 r. krytykowała 'The Preventionist’ jako jednostronny, ale nie wzywała bezpośrednio do powrotu do korzeni z Sarah Koenig.”

      Co wiemy o „The Preventionist”?

      Na razie szczegóły nowego show są dość oszczędnie udostępniane. Wiadomo, że jest już do odsłuchania. Zespół promuje też swój oficjalny newsletter, zachęcając słuchaczy do zapisania się pod adresem nytimes.com/serialnewsletter.

      Newsletter ma być źródłem aktualizacji o nowych produkcjach i treści spod kulis. To sposób na bezpośredni kontakt ze stałą publicznością w świecie, gdzie platformy streamingowe często dzielą twórców i odbiorców.

      Nostalgia za Sezonem 1

      „Krytyczna recenzja z 18 grudnia 2025 r. wskazuje na niezadowolenie niektórych słuchaczy, choć nie wzywa wprost do powrotu do sezonu 1.” Pierwszy sezon Serial, który dogłębnie badał sprawę morderstwa Hae Min Lee i skazania Adnana Syeda, stał się fenomenem kulturowym.

      Zdefiniował gatunek true crime w audio i ustawił poprzeczkę dla narracji non-fiction. Dla wielu słuchaczy połączenie metodycznego dziennikarstwa Sary Koenig i ludzkiego wymiaru historii pozostaje niedoścignionym wzorem.

      Warto dodać, że studio nie porzuciło zupełnie tej formuły. Kolejne sezony badały różne środowiska – od sądu wojskowego po codzienne życie w zwykłym sądzie miejskim. Ale magiczna mieszanka pierwszej produkcji okazała się trudna do powtórzenia.

      Gdzie teraz jest Serial?

      Wydanie „The Preventionist” pokazuje, że zespół ciągle szuka nowych dróg. Nie stoi w miejscu. Można to odebrać jako oznakę zdrowia kreatywnego – marka nie chce być zakładnikiem jednego, nawet bardzo udanego, formatu.

      Z drugiej strony takie ruchy zawsze ryzykują rozczarowanie częścią podstawowych fanów. Oni pokochali konkretny styl i głos. I jak pokazuje recenzja, niektórzy wyraźnie go pragną.

      Co dalej? Ciężko powiedzieć. Newsletter może być kluczem do zrozumienia kierunku. Jeśli Serial planuje jakieś większe ogłoszenie lub powrót do klasycznej formy, prawdopodobnie tam się o tym pierwsze dowiemy.

      I tu pojawia się pytanie: czy możliwe jest połączenie innowacji z nostalgią? Czy Serial może jednocześnie odkrywać nowe tematy, jak te w „The Preventionist”, i zaspokoić głód słuchaczy za kolejną dogłębną kryminalną sagą?

      Odpowiedź będzie leżeć w liczbie pobrań i recenzjach nowego show oraz w tym, jak głośny stanie się chór fanów domagających się powrotu Sarah Koenig do śledztwa w stylu true crime.

      Na razie mamy nowy podcast do sprawdzenia. I stary adres emailowy, na który można się zapisać, by być na bieżąco. Reszta – jak to często bywa w dobrym serialu audio – okaże się z czasem.

      Źródła

    4. Sapkowski nie odpuszcza. Obiecuje nową książkę, a nieśmiało wskazuje na Georga R.R. Martina

      Sapkowski nie odpuszcza. Obiecuje nową książkę, a nieśmiało wskazuje na Georga R.R. Martina

      No i mamy to. Po latach spekulacji, milczenia i pytań w rodzaju „czy to już koniec?”, Andrzej Sapkowski w końcu dał fanom konkretną odpowiedź. I jest dobra, choć wymagająca sporej dawki cierpliwości. Podczas 9. Festiwalu Książki w Opolu, który odbył się w dniach 6-8 czerwca, twórca Geralta z Rivii potwierdził, że pisze kolejną książkę.

      Ale, ale. Tu pojawia się pierwsze ważne zastrzeżenie. Sapkowski nie zdradził absolutnie nic o fabule. Gdy zapytano go, czy będzie to nowa historia o Wiedźminie, czy może kontynuacja jego historycznych zainteresowań (jak świetna trylogia husycka), odpowiedział po prostu: „Nie powiem”. Typowy Sapkowski, prawda? Zawsze lubił zostawić czytelnika z lekkim niedosytem i masą pytań.

      Article image

      Co jednak jest naprawdę ciekawe, to kontekst tej zapowiedzi. Autor nie omieszkał odnieść się do sytuacji innego giganta fantasy, którego zapewne dobrze zna. Mowa o Georgu R.R. Martinie, twórcy „Pieśni Lodu i Ognia”. Sapkowski, jak donoszą źródła z festiwalu, miał wyraźnie zaznaczyć, że w odróżnieniu od amerykańskiego kolegi po fachu, on swoje obietnice traktuje poważnie. Podobno padło nawet charakterystyczne stwierdzenie: „jak mówię, że coś napiszę, to napiszę”.

      I wiecie co? Trudno się z tym nie zgodzić. Martin od lat zmaga się z pisaniem „Wichrów Zimy”, a fani czekają już ponad dekadę. Sapkowski, choć też nie należy do najszybszych pisarzy, w międzyczasie wydał „Sezon burz” i zeszłoroczne „Rozdroże kruków”. To nie jest tak, że jego biurko zarasta kurzem.

      Aha, i tu dochodzimy do drugiego, mniej optymistycznego aspektu tej zapowiedzi. Nowa książka nie ukaże się szybko. Sapkowski szacuje powstanie nowej książki w ciągu 3-4 lat.[1][3] Tak, dobrze przeczytaliście. Całą dekadę. To trochę przygnębiające, ale z drugiej strony, lepiej wiedzieć, że coś jest w produkcji, niż żyć w niepewności. Sapkowski ma teraz 77 lat, więc zdaje sobie sprawę z upływającego czasu. Jak sam żartobliwie przyznał, do pisania motywuje go chęć „robienia na złość ludziom, którzy myślą, że po 70-tce nie powinno się już nic robić”. Drugim powodem ma być trening umysłu, by uniknąć sklerozy. Trudno o bardziej praktyczne podejście.

      Article image

      Co możemy się spodziewać po tej nowej pozycji? Cóż, ostatnie „Rozdroże kruków” skupiało się na młodzieńczych latach Geralta i nie było zbyt obszerne. Niektórzy fani narzekali na jego objętość. Być może następna książka będzie bardziej rozbudowana. A może Sapkowski zaskoczy nas zupełnie nowym światem? Tego po prostu nie wiemy.

      Nie da się też ukryć, że ta zapowiedź to delikatne, ale wyraźne, nawiązanie do sytuacji Martina. Polski pisarz rozumie trudności kolegi – w jednych z doniesień przyznał, że gdyby ekranizacja wyprzedziła fabułę jego książek, też mógłby stracić motywację. Ale jednocześnie podkreślił, że dla niego słowo ma znaczenie. To trochę tak, jakby mówił: „patrzcie, każdy ma swoje tempo, ale ja jednak kończę to, co zacząłem”.

      Czy zatem za dziesięć lat będziemy trzymać w rękach nowego Sapkowskiego? Jeśli wierzyć jego deklaracjom – tak. A co do Martina? Cóż, może do tego czasu i „Wichry Zimy” wreszcie ujrzą światło dzienne. Świat fantasy byłby wtedy podwójnie wygrany. Na razie jednak polscy fani mogą spać spokojniej. Ich ulubiony autor nie odkłada pióra na półkę. Po prostu robi to po swojemu, bez pośpiechu, ale z charakterystycznym dla siebie uporem. I, co najważniejsze, z obietnicą, której zamierza dotrzymać.

      Źródła